Poznałam jego miłość

Bóg w moim życiu zaczął być ważny, kiedy zaczęłam chodzić do szkoły i pojawiły się lęki przed klasówką czy odpowiedzią przy tablicy.

Kategorie

Droga do Boga

Autor

Andrzej

Ksiądz na religii przedstawiał  innego Boga – takiego, który czyha na moje potknięcia, i rysował na tablicy wykres ile setek lat czyśćca będzie się należało za kolejne przewinienia. To nie podobało mi się zupełnie, tym bardziej, że wciąż miałam problem z chodzeniem do kościoła.

Msza dla dzieci była o 10 tej rano. A o 9.30 były poranki z bajkami wyświetlane w kinie. Mój tato chętnie chodził ze mną na te bajki, albo na długie spacery, a do kościoła niekoniecznie.

Za to ksiądz pytał potem każdego, czy był na niedzielnej mszy i bił krzywym kawałkiem krzesła tych, którzy się przyznawali do nieobecności. No więc ja się nie przyznawałam ze strachu i tak zaczęłam moją przyjaźń z kłamstwem.

W drugiej klasie podstawówki poszłam do pierwszej komunii. No i tu się dopiero zaczęło.

Chodzenie do kościoła mnie nudziło. Msze były po łacinie, ja nie rozumiałam tego, co mówili. Kazania były długie i męczące i zdecydowanie wolałam na nich nie być. Ale samo chodzenie do komunii było fajne.


Miałam chyba z dziesięć lat, kiedy jako pokutę za to  przy którejś spowiedzi otrzymałam odmówienie pięćdziesięciu Ojcze nasz, pięćdziesięciu Zdrowaś Mario, pięćdziesięciu Wierzę w Boga. Przebrnęłam jakoś przez to, ale kiedy w końcu szłam do spowiedzi następnym razem postanowiłam rozwiązać to inaczej. Postanowiłam okłamać księdza! Po prostu mu powiem, że u ostatniej spowiedzi byłam przed Wielkanocą, nie precyzując, przed którą, a jak zapyta, to skłamię ,że przed tą ostatnią i od razu wszystko będzie wyglądać inaczej. I tak zrobiłam. Ksiądz nie zapytał, więc kłamać tak ewidentnie nie musiałam, ale sobie uświadomiłam potem, co zrobiłam.

Poszłam potem do komunii nawet parę razy, ale wyszło mi, że teraz to  ja już nie mam tu czego szukać. Chciałam oszukać Boga przy spowiedzi i jestem już potępiona na wieki. Więc do kościoła już nie mam i tak po co chodzić.


Nie przeszkadzało mi to modlić się stale o wszystko, żeby mnie w szkole nie zapytali, żebym sobie umiała poradzić z różnymi sprawami, o zdrowie rodziców i milion innych rzeczy. A kiedy zaczęli się pojawiać chłopcy, to już prawie stale o coś Boga prosiłam. Oczywiście tylko do tego moja modlitwa się ograniczała.


Dopóki żył mój tata, pieniądze na życie były, a mnie niczego nie brakowało. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że to Bóg nas zaopatrywał. W czasach komuny mój tato utrzymywał z malowania obrazów cztery osoby całymi latami. Nie był partyjny, nigdy jego obrazy nie były kupowane przez muzea, czy jakieś domy kultury, nikt nie organizował jego wystaw. Normalnie nie było to możliwe. Bóg o nas dbał.


Po śmierci taty zrobiło się trudno.

Mama miała malutką rentę, ja byłam rok przed maturą. Jakiś czas pomagała nam jeszcze rodzina babci z zagranicy. Potem ja nie dostałam się na studia, nie miałam punktów za pochodzenie, poszłam do pracy.

Zarabiałam niewiele, renta  mamy cała szła na opłaty za mieszkanie, często nam na coś brakowało. Jeszcze wcześniej umarły babcie, najpierw jedna, potem druga..

Cały czas najbardziej bolała mnie nieobecność taty, brakowało jego humoru, spacerów z nim, tego, że życie było wtedy inne.

Uważałam, że to Bóg karał mnie za każdy radosny dzień, czułam się przez Niego odrzucona, nielubiana, gorsza. W pewnym momencie bałam się nawet śmiać, żeby nie spotkało mnie jakieś nieszczęście.


Mama miała 50 lat, kiedy leżała w szpitalu po wylewie.

Żyła jeszcze prawie dwa miesiące. Zawsze myślałam, że jak ona umrze, to ja też odejdę. Po jej śmierci poszłam do mojego mieszkania na trzecim piętrze i wzięłam do ręki ostry nóż, żeby przeciąć sobie żyły. I wtedy poczułam, że tego to ja nigdy nie zrobię. Zawsze będę wybierać życie.

Czekało mnie wtedy sporo wyzwań, organizowanie pogrzebu, potem zamiana mieszkania na mniejsze, przeprowadzka, remont, samotne życie.

Zakochałam się bez wzajemności w nieodpowiednim chłopaku, a potem głupio wyszłam za mąż, za człowieka który tak pięknie mówił. Bardzo potrzebowałam czyjegoś zainteresowania, troski,

obecności, a on, wydawało się, że to wszystko zapewniał. To, że był rozwodnikiem, że niewiele zarabiał, nie miało wtedy znaczenia dla mnie, w końcu ja pracowałam i na wszystkie moje potrzeby wystarczało. Wydawało mi się, że go pokochałam i cieszyłam się, że będziemy mieli dziecko.

Jaki on był dumny, kiedy urodził nam się syn! Ale nie miał jeszcze roku, kiedy mój mąż związał się z inna kobietą. Dla mnie zaczęło się jeżdżenie do żłobka z wózkiem przez całe miasto, codzienna samotna szarpanina.

Do kościoła wróciłam po nadawanej przez telewizję mszy, w której mówiono, że daje odpust zupełny. Tak dokładnie to tej mszy nie oglądałam, ale doszłam do wniosku, że to dla mnie też może być nadzieja na Boże przebaczenie. Na rok przed pójściem syna do pierwszej komunii poszłam do spowiedzi, pobeczałam się przy niej, i starałam się potem już chodzić regularnie do kościoła, tym bardziej, że msze były już po polsku. Chodziłam też do spowiedzi, najpierw dwa razy w roku, potem raz, albo raz na dwa lata, ale chodziłam.


Dziecko rosło, było wspaniałe, mądre, kochające.

Nawet nie wiadomo kiedy zaczęłam żyć jego życiem, jego zainteresowaniami, sukcesami w szkole i  różnych konkursach plastycznych. Uczestniczyłam w przygotowaniach do egzaminu wstępnego do liceum plastycznego, potem w różnych wyzwaniach w trakcie nauki , w obronie dyplomu, egzaminie na studia, obronie pracy magisterskiej. Znałam jego przyjaciół, jego dziewczynę, pomogłam w załatwieniu mieszkania. Cieszyłam się z sukcesów w różnych konkursach i wystawach. I byłam z niego dumna.

Uczestniczyłam nadal w jego życiu, w drodze do pracy podrzucałam mu psa ,którego po pracy odbierałam  i jadłam obiad z nim i jego dziewczyną.

Kiedy popełnił samobójstwo, mój świat się skończył.

Przed sobą miałam białą ścianę, za która nie było niczego. Tabletki uspokajające i antydepresyjne tłumiły trochę ból, ale go nie likwidowały, otumaniały tylko trochę. Chodziłam do pracy jak automat, ale to już nie było moje życie. Do Boga nie miałam żalu właściwie, to była jego własna decyzja. Impuls, jak mówiła pani neurolog.

Dopiero później okazało się, że jego dziewczyna się nawróciła i modliła się dla mnie o nawrócenie. Zaprowadziła mnie na film „Dlaczego Jezus” a potem zaprosiła na wspólny wyjazd.


I tak w rok od jego śmierci trafiłam na obóz w Radkowie.

Był organizowany przez chrześcijańską wspólnotę co mi nie ze wiele wtedy mówiło. Wykłady były w piwnicy. Gdyby nie to że było to daleko od domu i byłam skazana na czyjś transport samochodowy, to pewnie bym uciekła.


Wykład o ofierze Jezusa bardzo mnie poruszył. Była potem modlitwa o oddanie życia Jezusowi.

Zrobiłam to z w pełni i dosłownie. Powiedziałam Mu : Panie, moje życie już nie ma dla mnie żadnej wartości. Jeżeli  chcesz to je zabierz, chyba że jakoś Ci się przyda. Głupio było mi dawać Mu coś co nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Ale nie umiałam inaczej tego zrobić.


Po powrocie do domu zaczęło się zmieniać.

Zaczęłam chodzić na niedzielne spotkania, czytać Biblię, brać udział w domowej grupie. Zapisałam się na kurs Alfa. W lutym był wyjazd do Wisły. Zimowy obóz wydawał mi się dziwny.

Zimą, na pięć dni co tam robić? Nie miałam pieniędzy, w pracy była masa roboty, byłam pewna ze nie jadę. W dniu wyjazdu naraz się wszystko poukładało. Zadzwoniła moja grupowa z domowej grupy że będzie u mnie pod domem o 16 tej. Bez problemu naraz dostałam dwa dni urlopu i znalazły się również pieniądze na wyjazd. No to pojechałam. Było cudnie. Bielutki śnieg, fajne rozmowy, świetni ludzie. Pod koniec obozu był wykład o Duchu Św. A potem modlitwa o wylanie Ducha św.


Modliły się o mnie dwie dziewczyny.

I wtedy naraz w pewnym momencie znikł cały ból, rozpacz, gorycz. Napełniła mnie ogromna, wielka radość. I ta radość trwała jeszcze długo potem. Byłam wtedy jeszcze na lekach antydepresyjnych i uspokajających. Wieczorem tych uspokajających już nie wzięłam, nie chciałam tłumić tej wspaniałej radości.

Dwa tygodnie później był weekendowy wyjazd z kursu Alfa. Do Węgierskiej Górki.

Pojechałam. To był cały weekend poświęcony Duchowi Świętemu, którego dopiero poznawałam.

I wtedy coś się stało. Gra na gitarze, śpiew. I naraz poczułam, że moje usta układają się w sposób którego nie chciałam. Usta otwierały mi się coraz szerzej. Próbowałam z tym walczyć, ale to nic nie dawało. W końcu moje usta się otworzyły i zaczęły śpiewać obce słowa „Dostałaś dar języków” - ktoś powiedział


Poznałam prawdziwą Bożą moc i Jego potęgę.

Poczułam, że w tej sytuacji nie jest wskazane branie środków psychotropowych. Po co? Bóg jest moim Panem i On nade mną panuje. Czułam Jego miłość.

Wieczorem już tego lekarstwa nie wzięłam. Podobno z medycznego punktu to jest niedopuszczalne, ale  ja już czułam i wiedziałam coś innego. Wciąż czułam ogromną radość, która dominowała nad wszystkim. Od tego czasu mięło lat? Czternaście. I do tych lekarstw już nie wróciłam.

Od tego czasu Bóg wszystko w moim życiu pozmieniał. Już nie jestem samotna, mam przyjaciół wokół,  była dziewczyna mojego syna jest moją córką od Boga, mam dwóch wspaniałych wnuków którzy mówią do mnie babcia, zresztą  cała wspólnota jest moją rodziną,

A ja ..Pomimo wieku wciąż czuję, że Bóg ma dla mnie jakieś nowe wyzwania.


Jak nawiązać relację z Bogiem

Relacja z Bogiem może wydawać się trudna, skomplikowana i niedostępna. Nic bardziej mylnego! Odkryj nowy wymiar relacji z Bogiem.

Apka Każdy Dzień

Zainstaluj aplikację "Każdy Dzień" i każdego dnia startuj z Bogiem!

Podobne artykuły

Trudna historia poszukiwania Boga

Trudna historia poszukiwania Boga

Droga do Boga

Pracoholizm doprowadził mnie do utraty zdrowia i możliwości założenia rodziny. Szukałam i znalazłam Boga w najbardziej trudnych chwilach życia. Doświadczam Bożego wsparcia w chorobie i niepełnosprawności syna.

Byłem więźniem samotności

Byłem więźniem samotności

Samotność

Moje życie było więzieniem samotności. Więzieniem, do którego klucz posiadali inni ludzie. Tylko oni mogli mnie z niego uwolnić. Ale tego nie zrobili.

W poszukiwaniu Boga

W poszukiwaniu Boga

Droga do Boga

Jak myślisz, czy Bóg się ukrywa? Czy po prostu jest gdzieś daleko od nas? Oddzielony? Niewidzialną barierą, poza którą nie możemy wejść? Czy też odwrócił twarz od nas ludzi, i już nami się nie interesuje!

Select country

Americas

Europe

Asia + Pacyfic

Middle East + Africa

[gravityform id="2" title="false" description="false"]
  • This field is for validation purposes and should be left unchanged.
[gravityform id="1" title="false" description="false"]