Dziecko all-inclusive - dziecko, któremu wszystko się należy.

Dziecko all-inclusive - dziecko, któremu wszystko się należy.

SERIA: Świadome rodzicielstwo

Część II — Dlaczego odbieramy dzieciom okazję do dojrzewania?

Artykuł 7: Dziecko all-inclusive - dziecko, któremu wszystko się należy. 

Czy zastanawialiście się kiedyś, ile pracy potrzeba, żeby dom po prostu funkcjonował? Żeby w lodówce było jedzenie, w szafie czyste ubrania, na stole gotowy posiłek, a w łazience papier toaletowy? Żeby ktoś pamiętał o zakupach, praniu, sprzątaniu, naprawach, rachunkach i tych wszystkich drobiazgach, których zwykle nie zauważamy, dopóki czegoś nie zabraknie?

Próbowaliście to kiedyś obliczyć?

Ja – tak. To wszystko policzone razem, to kilka etatów. Przeliczone na pieniądze daje ogromne kwoty!

W wielu rodzinach większość tych spraw pozostaje na głowie rodziców. I to tych lepiej funkcjonujących rodzinach – obawiam się, że w zbyt wielu rodzinach wszystkimi tymi sprawami zajmują się matki.

Członkowie rodziny korzystają z efektów tej pracy, ale nie zawsze wiedzą, ile wysiłku kosztuje ich przygotowanie. Często te prace, te procesy (pamiętanie, planowanie, realizacja) dzieją się w sposób zupełnie dla rodziny niewidoczny.

Rano znajdują czyste ubrania w szafach, lodówka jest zawsze zaopatrzona, świeży chleb dostępny, po powrocie z pracy lub szkoły czeka obiad, a kiedy coś się kończy, ktoś uzupełnia zapasy. Dom po prostu działa. I może właśnie w tym tkwi problem: wszystko dzieje się tak sprawnie, że domownicy nie mają okazji zauważyć, ile osób i czynności stoi za ich codziennym komfortem.

Nie chodzi o to, żeby dziecko musiało martwić się o domowy budżet, planować wszystkie zakupy czy przejmować obowiązki dorosłych. To odpowiedzialność rodziców. Nie oznacza to jednak, że pozostali domownicy powinni być wyłącznie odbiorcami usług. Rodzina nie jest hotelem, w którym ktoś codziennie sprząta, gotuje i dba o wygodę gości.

Dziecko powinno stopniowo poznawać codzienność domu i uczestniczyć w niej na miarę swoich możliwości. Nie tylko wtedy, gdy samo ma na to ochotę, ale również dlatego, że jest członkiem rodziny. Powinno od wczesnego dzieciństwa uczyć się odkładać swoje rzeczy na miejsce, pomagać w przygotowaniu posiłku, nakrywać do stołu, dbać o własne ubrania czy uczestniczyć w sprzątaniu wspólnej przestrzeni. Z czasem może przejmować kolejne zadania i uczyć się, że odpowiedzialność nie kończy się na własnym pokoju czy własnych potrzebach.

Warto pamiętać, że nie chodzi wyłącznie o wykonanie konkretnej pracy. Przy okazji dziecko uczy się dostrzegać wysiłek innych ludzi, szanować ich czas i rozumieć, że wspólne dobro wymaga zaangażowania. Łatwiej zadbać o porządek, kiedy wiadomo, ile pracy wymaga jego przywrócenie. Łatwiej docenić przygotowany posiłek, kiedy samemu choć raz trzeba było go zaplanować, przygotować i posprzątać po gotowaniu.

Przypominam sobie taką sytuację...

Kiedyś gościłam w domu kilkoro dzieci w ramach wystawionych na aukcję charytatywną „wakacji na wsi”. Dzieci gotowały ze mną obiady, opiekowały się zwierzętami, przygotowywały drewno na wieczorne ogniska... Piękny czas! Pewnego dnia zaplanowałam na obiad leczo. Jeden z chłopców od razu zaczął zapewniać, że on nie lubi tej potrawy i absolutnie nie będzie tego jadł. Powiedziałam, że w porządku, ja nikogo mordować jedzeniem nie będę – ale jak już leczo było gotowe, zapytałam, czy będzie chciał spróbować, jak mu wyszedł obiad. Oczywiście chciał, więc pytam – i jak? Dobre to ugotowałeś, czy niedobre? Cóż, jakżeby mógł powiedzieć, że zrobił niedobry obiad?

Czasem słyszymy, że dzieci mają jeszcze czas na obowiązki, że powinny cieszyć się dzieciństwem, a rodzice nie powinni obarczać ich codzienną pracą. Oczywiście, dzieci potrzebują czasu zabawy, odpoczynku, beztroski i czasu na własne zainteresowania. Nie chcemy przecież zamieniać domu w miejsce, w którym każdy dzień sprowadza się do listy zadań do wykonania. Jest jednak duża różnica między obciążaniem dziecka odpowiedzialnością dorosłych a uczeniem go, że jest częścią rodziny i ma w niej swoje miejsce.

Wspólne życie to nie tylko korzystanie z tego, co przygotowali inni.

Nie chodzi o to, żeby dzieci od najmłodszych lat pracowały jak dorośli. Chodzi o to, żeby nie dorastały w przekonaniu, że wszystko im się należy, a wysiłek innych jest czymś oczywistym. Wdzięczność, szacunek do pracy i gotowość do pomocy nie pojawiają się automatycznie wraz z wiekiem. Kształtują się w codziennych sytuacjach, w których dziecko ma okazję nie tylko otrzymywać, ale również dawać coś od siebie.

Może więc warto przyjrzeć się naszemu domowi i zastanowić się, czy dzieci rzeczywiście uczestniczą w jego codziennym życiu, czy jedynie korzystają z tego, co organizują dla nich dorośli. Czy wiedzą, ile pracy wymaga przygotowanie posiłku, utrzymanie porządku i zadbanie o wspólne potrzeby? Czy mają swoje obowiązki, za które czują się odpowiedzialne?

Bo przecież nie wychowujemy dzieci po to, żeby przez całe życie ktoś im usługiwał. Chcemy wychować ludzi, którzy potrafią dostrzegać potrzeby innych, szanować pracę i z zaangażowaniem współtworzyć miejsce, w którym żyją.

Przyjrzyjmy się temu, co każdego dnia trzeba zrobić, żeby nasz dom funkcjonował, i wybierzmy jedną czynność, za którą nasze dziecko może od teraz wziąć odpowiedzialność.

Wychowujmy świadomie — nie tylko ze względu na dziś, ale na całe życie.

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej