Zrozumienie w małżeństwie – perspektywa kobiety
Ten artykuł jest osiemnasty w serii: „Zrozumieć naprawdę”, serię rozpoczyna tekst: „Czy ktoś naprawdę mnie rozumie?”
Trudno mi nawet oszacować, jak często spotykam się z poglądem, że „kobiety same nie wiedzą, czego chcą”. Cóż, zupełnie się z tym nie zgadzam. Bo nawet jeśli targają nami sprzeczne emocje, nawet jeśli czasem gubimy się w tym, co czujemy i czego w danym momencie potrzebujemy, nasze podstawowe potrzeby są jasne.
Problem nie polega na tym, że kobiety nie wiedzą, czego chcą. Problem polega na tym, że często nie czują się bezpieczne, by to wypowiedzieć albo nie mają poczucia, że zostaną naprawdę usłyszane.
Kobieta potrzebuje relacji, w której jej serce – z całą swoją emocjonalną głębią nie jest uciążliwym dodatkiem do codzienności, pomniejszane i lekceważone. Potrzebuje relacji, w które jest postrzegane, jako jej naturalna i ważna część. Zrozumienia, że takimi stworzył nas Bóg nie przez przypadek, lecz celowo. Bo właśnie takimi nas potrzebuje!
Kobieta potrzebuje wiedzieć, że to, co przeżywa, ma znaczenie – nawet wtedy, gdy nie potrafi tego jeszcze nazwać precyzyjnie. To nie jest manipulacja ani niezdecydowanie. To wrażliwość, która potrzebuje czasu i przestrzeni. Żona nie chce być „problemem do rozwiązania”. Ona potrzebuje być osobą do spotkania.
W tym tygodniu przypadkiem natrafiłam na urywek jakiegoś serialu. Osobiście oglądać nie lubię, szkoda mi życia. Ale przymierzając się do napisania tego artykułu postanowiłam obejrzeć kawałek, żeby zobaczyć, jaki przekaz do nas płynie - ponieważ już od dawna jestem zdania, że to, co nam się sprzedaje o miłości romantycznej po prostu robi nam krzywdę, ukazując wszystko jakby w krzywym zwierciadle i niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
Jednak zastanowiło mnie, co nas tak bardzo magnetyzuje do takich treści - i doszłam do wniosku, że to może być uważność, zatrzymanie się i zauważenie kobiety, tego co przeżywa, z czym się zmaga. Zrozumienie. Pojawia się taki On, zwykle co gorsza - taki piękny - i jest żywo zainteresowany tą kobietą. Patrzy jej w oczy, odgarnia jej ten kosmyk włosów z twarzy, słucha.
Cóż, obawiam się, że w prawdziwym życiu nieczęsto nam się to przytrafia.
Wiele z nas funkcjonuje w trybie ciągłego ogarniania. Pamiętają o wszystkim, dbają o rytm dnia, emocje dzieci, dom, pracę. Są obecne – fizycznie, logistycznie, odpowiedzialnie. A jednak bardzo często czują się… zupełnie niewidzialne.
Bycie widzianą oznacza coś więcej niż zauważenie, że „wszystko działa”. Oznacza zainteresowanie jej światem wewnętrznym. Zatrzymanie się i zapytanie: Jak się masz? – bez pośpiechu, bez ocen, bez poprawiania. Oznacza uznanie, że jej zmęczenie nie jest przesadą, a jej emocje nie są zagrożeniem dla relacji.
Kobieta, która jest widziana i czuje się ważna, nie musi walczyć o uwagę. Zaczyna ufać, czuje się bezpiecznie i może się wyciszyć, mając pewność, że to, co przeżywa, nie jest lekceważone, lecz naprawdę zrozumiane.
To nie jest tak, że oczekujemy mężczyzny bez wad. Nie potrzebujemy też kogoś, kto zawsze wie, co powiedzieć i co zrobić. Potrzebujemy bezpieczeństwa – tej cichej pewności, że w relacji możemy zaufać i nie musimy się chronić.
Bezpieczeństwo rodzi się tam, gdzie jest odpowiedzialność za słowa, konsekwencja w działaniach i gotowość do rozmowy również wtedy, gdy jest niewygodnie. Tam, gdzie nie ma wyśmiewania emocji, bagatelizowania problemów ani ucieczki w milczenie. Dla kobiety bezpieczeństwo to świadomość, że prawda – nawet trudna – nie zniszczy więzi.
W takim klimacie kobieta nie musi udawać silniejszej, niż jest. Może być sobą.
Kobiety naprawdę wiedzą, czego potrzebują: być widziane, bezpieczne i traktowane poważnie. A tam, gdzie ich doświadczenie zostaje zauważone, uznane i przyjęte, rodzi się przestrzeń do prawdziwego spotkania – takiego, w którym małżeństwo znów może stać się miejscem bliskości, a nie samotności we dwoje.
Następny artykuł w tej serii znajdziesz tutaj: "Zrozumienie w małżeństwie - perspektywa mężczyzny."
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej