Nie wygrywasz sam – o sile drużyny w życiu.

Nie wygrywasz sam – o sile drużyny w życiu.

Ten artykuł jest częścią serii: "Życie - gra zespołowa"


Poprzedni tekst znajdziesz tutaj: "Najważniejsze rzeczy.. nie dzieją się w pojedynkę!"

Często słyszę ludzi mówiących: „Wszystko, co mam w życiu, zawdzięczam wyłącznie sobie.” To zdanie zawsze zatrzymuje mnie na chwilę. Zauważyłam bowiem pewien paradoks – słyszę je wyłącznie z ust osób, którym w życiu naprawdę się powiodło. Których osiągnięcia są imponujące, a historia wygląda jak opowieść o sukcesie.

Nigdy natomiast nie słyszałam tych słów z ust osób, którym się nie powiodło. W takich sytuacjach zwykle winni są wszyscy wokół: geny, rodzice, szkoła, środowisko, okoliczności, społeczeństwo. Wszyscy – z wyjątkiem nich samych.

Gdzie więc leży prawda?

Z pewnością gdzieś pośrodku.

Bo rzeczywiście jest tak, że możemy osiągnąć bardzo wiele, pochodząc z trudnych środowisk. Historia zna wielu ludzi, którzy wyrastali w ubóstwie, chaosie czy braku wsparcia, a mimo to dzięki pracy i determinacji zbudowali piękne życie.

Ale prawdą jest również to, że można nie osiągnąć wiele, pochodząc z całkiem dobrze funkcjonujących rodzin.

Nasze wybory, pracowitość, wytrwałość – wszystko to ma znaczenie.

A jednak im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę jeszcze jedną rzecz: w całym naszym życiu spotykamy ogromną liczbę ludzi, których praca, troska i wysiłek sprawiły, że w ogóle… mogliśmy dojść do miejsca, w którym dziś jesteśmy.

Ktoś czuwał nad nami, kiedy byliśmy mali.Ktoś pracował, abyśmy mieli co jeść.Ktoś uczył nas czytać, pisać, rozumieć świat.Ktoś znosił nasze bunty, błędy i niełatwy charakter.

Każdy, kto miał przywilej stać się rodzicem, wie doskonale, z jak ogromnym wysiłkiem wiąże się wychowanie młodego człowieka. To są lata wyrzeczeń, lata pracy, której nikt nie widzi, zmęczenia, nieprzespanych nocy, podejmowania decyzji, które nie zawsze są łatwe.

Oczywiście są też lata pięknych chwil – pierwszych kroków, wspólnych rozmów, śmiechu przy stole, dumy z małych i dużych osiągnięć. Ale każdy rodzic wie, że za tym wszystkim stoi ogromna inwestycja serca, czasu i energii.

Dlatego gdy patrzę na dorosłego człowieka mówiącego: „Wszystko zawdzięczam sobie”, mam w sobie pewien wewnętrzny sprzeciw. Bo nikt z nas nie dorasta sam! Każdy z nas jest owocem pracy wielu ludzi. I kiedy zaczynamy to dostrzegać, pojawia się w sercu coś bardzo cennego – wdzięczność.

Biblia mówi o tej rzeczywistości w niezwykle prosty sposób. Każdy z nas jest częścią większej całości. Jedni sieją, inni podlewają, jeszcze inni zbierają plon- właśnie tak pisze o tym Apostoł Paweł: „Ja zasadziłem, Apollos podlał, lecz Bóg dał wzrost” (1 Kor 3,6).

To zdanie niezwykle pięknie pokazuje prawdę o naszym życiu: możemy pracować, możemy się starać i podejmować dobre decyzje. Ale nigdy nie robimy tego sami. Zawsze jest ktoś, kto był przed nami - pomógł zrobić pierwszy krok, podał rękę wtedy, gdy jeszcze nie potrafiliśmy iść samodzielnie.

I jest jeszcze Ktoś więcej.

Bo ostatecznie każda dobra rzecz, która w naszym życiu wzrasta, ma swoje źródło w Bogu. To On daje życie, siłę, talenty i ludzi, którzy stają na naszej drodze.

Dlatego w sporcie mówi się często, że meczu nie wygrywa jeden zawodnik. Wygrywa drużyna.

I z życiem jest dokładnie tak samo.

Najważniejszych zwycięstw nigdy nie osiąga się w pojedynkę.

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej