Wybieram świadomie: dokąd naprawdę idę?

Wybieram świadomie: dokąd naprawdę idę?

Ten artykuł jest dwudziesty ósmy w serii: „Zrozumieć naprawdę”, serię rozpoczyna tekst: „Czy ktoś naprawdę mnie rozumie?

Jezus nigdy nie traktował ludzi jednakowo. Nie dlatego, że był niekonsekwentny, ale dlatego, że był uważny. Widział człowieka, a nie tylko jego wybory. Rozumiał zmaganie, zanim nazwał prawdę. I właśnie dlatego potrafił zapraszać do drogi, a nie wtłaczać w schemat.

W Ewangeliach uderza jedno: Jezus nie prowadzi ludzi masowo - zatrzymuje się przy konkretnych osobach. Przy Zacheuszu, który szukał choćby krótkiego spojrzenia. Przy Samarytance, której historia była zbyt skomplikowana, by zamknąć ją w prostym osądzie. Przy bogatym młodzieńcu, który miał wszystko — poza gotowością, by pójść dalej. Każde spotkanie wygląda inaczej, bo każdy człowiek jest inny.

A jednak jest coś wspólnego: każde z tych spotkań prowadzi do momentu wyboru.

Jezus nigdy nie odbiera wolności. Nie przyspiesza decyzji. Nie manipuluje i nie straszy konsekwencjami. Ale też nie pozwala pozostać w iluzji, że można iść za Nim bez odpowiedzialności i jasno obranego kierunku. Zadaje pytania — z pozoru proste, a jednocześnie niezwykle głębokie: „Czego chcesz?”, „Za kogo Mnie uważasz?”. To pytania, które wytrącają z duchowego dryfowania, zatrzymują i zmuszają do uczciwego spojrzenia na własną drogę.

Błądzenie rzadko kiedy ma formę buntu wobec Boga. Częściej jest po prostu brakiem decyzji. Życiem „pomiędzy” — pomiędzy wiarą a lękiem, pomiędzy pragnieniem zmiany a przywiązaniem do tego, co znane.

Chrześcijaństwo nie zaczyna się od poprawy zachowania, lecz od zmiany sposobu życia. Od decyzji, w którą stronę iść. To droga, która nie opiera się na okolicznościach ani chwilowych impulsach, ale na wyborach podejmowanych świadomie, krok po kroku.

Jezus nie obiecuje łatwej drogi. Obiecuje drogę prawdziwą — taką, na której nie trzeba udawać ani chować się za schematami. I dlatego spotkanie z Nim wcześniej czy później prowadzi do pytania, którego nie da się obejść: czy chcę tylko istnieć i rozumieć, czy naprawdę chcę za Nim iść?

Świadomy wybór kierunku nie obiecuje łatwego życia ani doskonałości. Polega na podjęciu odpowiedzialności — na rezygnacji z wygodnego „jakoś to będzie”. Jezus nikogo nie popycha i nikogo nie ciągnie za sobą. Wypowiada zaproszenie i czeka. Bo droga wiary zaczyna się tam, gdzie człowiek decyduje się na to zaproszenie odpowiedzieć.

Następny tekst w serii znajdziesz tutaj: "Słuchać, by zrozumieć - nie by odpowiedzieć".

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej