Instytucja, która zatrzymała się w czasie: dziecko w szkole (1)
Ten artykuł jest dwudziesty czwarty w serii: „Zrozumieć naprawdę”, serię rozpoczyna tekst: „Czy ktoś naprawdę mnie rozumie?”
Ilekroć zaczynam myśleć o tematyce związanej z dziećmi, uderza mnie to, jak bardzo świat się zmienił.
Dzisiejsze dziecko przychodzi do szkoły, która została zaprojektowana dla rzeczywistości, której już nie ma. I naprawdę nie wiem, czy my w ogóle mamy świadomość, że system szkolnictwa funkcjonujący do dziś powstał w świecie, w którym nauczyciel był jedynym — lub jednym z nielicznych — dorosłych posiadających wiedzę, wykształcenie i dostęp do informacji? W świecie, w którym sam tytuł wystarczał, by budzić szacunek?
Cóż… ten świat się skończył. Definitywnie.
Uczeń, który dziś siada w szkolnej ławce, doskonale widzi, że rzeczywistość zmienia się nieporównywalnie szybciej, niż system edukacji. Ma łatwy i niemal nieograniczony dostęp do wiedzy, technologii, języków i narzędzi, które jeszcze dosłownie chwilę temu były poza zasięgiem.
Przed paroma tygodniami byłam świadkiem rozmowy moich dzieci ze świetnie wykształconą i utytułowaną nauczycielką. Moje nastoletnie dzieci, swobodnie korzystające z kilkunastu różnych narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, płynnie poruszające się między nimi, wykorzystujące ich najmocniejsze strony i uzupełniające ich braki innymi narzędziami... Kontra przedstawicielka inteligencji, która właśnie zapisała się na kurs obsługi ChatGPT.
Co mogę powiedzieć? Współczesne dziecko porusza się w świecie informacji tak swobodnie i intuicyjnie, jak my… prawdopodobnie nigdy nie będziemy. W moim przypadku to zaledwie jedno pokolenie różnicy! I trudno nie zauważyć, jak bardzo dziecko widzi, że szkoła w wielu obszarach pozostała w miejscu.
To nie znaczy, że dziecko wie więcej od nauczyciela. Ale doskonale wie, gdzie w bardzo szybki sposób znaleźć każdą potrzebną informację. Również bardziej aktualną... I ma tego pełną świadomość.
Właśnie tutaj rodzi się napięcie, którego nie da się już zagłuszyć autorytarnym „tak ma być”. Uczeń, który doświadcza traktowania z góry, braku szacunku i upraszczania do roli „tego, który ma słuchać i wykonywać polecenia”, szybko traci gotowość do budowania relacji. A bez relacji nie ma autorytetu — zostaje jedynie formalna władza, która we współczesnym świecie coraz gorzej działa.
Nie działa już: – „bo ja tak mówię”, – „bo ja jestem dorosły”, – „bo ja jestem nauczycielem, a Ty jesteś dzieckiem”.
Bo świat się zmienił. Po prostu.
Dzisiejszy uczeń bardzo wyraźnie wyczuwa fałsz, brak zaangażowania i niespójność. Widzi, kiedy dorosły mówi jedno, a robi drugie. Pamięta obietnice, które nie zostały dotrzymane. Wyłapuje manipulacje. Rejestruje momenty, w których jego słowa są podważane, a intencje oceniane z góry, bez próby zrozumienia.
Dziecko, którego motywy są stale kwestionowane, przestaje się odsłaniać, angażować i mieć własne pomysły. Uczeń, który słyszy, że „wymyśla”, „szuka wymówek” albo „robi coś na złość”, nie uczy się odpowiedzialności, lecz milczenia, wycofania i poskramiania własnej kreatywności.
Coś poszło bardzo nie tak…
Kolejną część tego artykułu znajdziesz tutaj: "Instytucja, która zatrzymała się w czasie: dziecko w szkole (2)".
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej