Zrozumienie w małżeństwie – perspektywa mężczyzny
Ten artykuł jest dziewiętnasty w serii: „Zrozumieć naprawdę”, serię rozpoczyna tekst: „Czy ktoś naprawdę mnie rozumie?”
Poprzedni artykuł w tej serii znajdziesz tutaj: "Zrozumienie w małżeństwie - perspektywa kobiety."
Wiele w życiu przeczytałam treści dotyczących potrzeb, pragnień mężczyzn i kobiet, ale szczerze mówiąc – wydaje mi się, że mimo wielu różnic, w tych sprawach łączy nas naprawdę dużo. Myślę, że zarówno mężczyźni, czytając o potrzebach kobiet, jak i kobiety, sięgając po teksty o potrzebach mężczyzn, z wieloma punktami mogą się w pełni utożsamić. Bo pod warstwą ról, oczekiwań i schematów jest to samo ludzkie serce – spragnione bycia ważnym, widzianym i przyjętym.
Całe moje życie otoczona jestem bliskimi mi mężczyznami –
mój ukochany tatuś, sześciu braci, mąż, trzech synów… Czasem
mam wrażenie, że mężczyzn rozumiem bardziej niż własną płeć
– i wygląda na to, że Pan Bóg dobrze wiedział, co robi,
powierzając mi wychowanie trzech synów!
Obserwując ich na różnych
etapach życia, widzę bardzo wyraźnie, jak wiele dobra, wrażliwości
i pragnienia relacji w nich jest – choć często skrytego pod
milczeniem.
Kiedy myślę o potrzebach mężczyzn, w pierwszej chwili pojawia się w mojej głowie tekst piosenki „Chcę wrócić do domu”:
Samotni w tłumie szukamy bratniej duszy,
spojrzenia, które nie ominie nas,
słów, co zachęcą, pomogą dalej iść,
ludzi, przy których możemy sobą być.
Chcę wrócić do domu, w fotelu rozsiąść się.
Zobaczyć uśmiech, spojrzeć w oczy, miłością ogrzać się. Gdzie przebaczenie codziennością jest,
gdzie dobre słowa, zrozumienie spotkają mnie.
Nie chodzi nawet o konkretne słowa, ale o sens, który ten utwór niesie: o tęsknotach serca, o zmęczeniu prowadzeniem swoich walk, presją, odpowiedzialnością… i o pragnieniu by mieć dokąd wrócić. Do miejsca, w którym można zdjąć „zbroję”. Do osoby, przy której można po prostu odpocząć, wyciszyć się, nabrać sił.
Choć rzadko mówi to wprost, mężczyzna bardzo chce czuć, że jest ważny. Czasem stoi to w dość mocnym konflikcie z domową pozycją kobiety – matki, która zwykle w życiu dzieci – szczególnie malutkich - zajmuje szczególne miejsce. Niestety często nieświadomie pogłębiamy ten konflikt wyręczając mężczyzn w opiece nad dziećmi, uważając że zrobimy to lepiej. To duży błąd! To tak istotne, aby mężczyzna czuł się ważny nie tylko jako dostarczyciel, wykonawca zadań czy ten, który „ogarnia trudne sprawy”, ale jako on sam. Chce wiedzieć, że jego obecność coś wnosi, że jest potrzebny nie tylko funkcjonalnie, ale relacyjnie.
Wielu mężczyzn dorastało w przekonaniu, że wartość trzeba sobie wysłużyć – wynikami, zaradnością, siłą. A przecież każdy z nich potrzebuje również zwykłego uznania, wdzięczności i słów, które mówią: dobrze, że jesteś. Gdy tego brakuje, pojawia się niszczące poczucie bycia niewystarczającym.
Zbyt często w takich momentach mężczyzna ucieka w milczenie. Bardzo często jest ono formą ochrony – przed oceną, porażką, poczuciem, że znów się nie spełniło oczekiwań. Wielu mężczyzn nie nauczyło się mówić o emocjach, bo nikt im nie pokazał, że jest na to przestrzeń. Że można mówić o zmęczeniu, lęku, zagubieniu – i nie stracić twarzy.
Prawdziwa siła mężczyzny nie polega na tym, że wszystko uniesie sam. Polega na odwadze, by przyznać: jest mi ciężko. A to jest możliwe tylko tam, gdzie czuje się bezpiecznie. Przy kobiecie, która nie użyje tej szczerości przeciwko niemu.
Wycofanie mężczyzny rzadko bierze się z obojętności. Częściej z poczucia, że cokolwiek by zrobił, to wciąż za mało. Że nie spełnia oczekiwań. Że zawodzi. A wtedy najbezpieczniejszym rozwiązaniem staje się emocjonalny krok w tył.
Cytowana wcześniej piosenka mówi o domu jako o miejscu, gdzie przebaczenie, dobre słowa i zrozumienie są codziennością. I dokładnie tego potrzebuje… Każdy z nas. Mimo wszystko, niezależnie od płci: świadomości, że mimo niedoskonałości wciąż jesteśmy kochani.
I właśnie tam zaczyna się zrozumienie – gdy zamiast oceniać, uczymy się widzieć serce drugiego człowieka, jego faktyczne potrzeby, tęsknoty i pragnienia, i odpowiadać na nie miłością oraz szacunkiem.
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej