Wyuczona bezradność — kiedy przestajesz próbować.
SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!Część I — Przecież musi być coś więcej!Artykuł 2/5
Czy naprawdę nie możesz... czy tylko bardzo długo słyszałeś, że nie możesz?
Zmiany w naszym życiu nie pojawiają się nagle, z zaskoczenia. To nie jest tak, że budzimy się pewnego ranka z przekonaniem, że nic się nie uda albo że nie warto już próbować. Takie myśli zwykle przychodzą po cichu, niepostrzeżenie. Dopiero z czasem nabierają sił i przejmują kontrolę...
No i tak: najpierw pojawia się jedno rozczarowanie. Potem kolejne. Coś się nie udaje, mimo że bardzo się staraliśmy. Drzwi, które wydawały się otwarte, zamykają się tuż przed nami. Modlitwa pozostaje bez odpowiedzi dłużej, niż się spodziewaliśmy. Relacja, o którą walczyliśmy, nie zmienia się tak, jak mieliśmy nadzieję. Marzenie odkładamy „na później”, a później okazuje się, że minęły całe lata.
Po pewnym czasie człowiek zaczyna być ostrożny. Przestaje oczekiwać zbyt wiele, żeby się nie rozczarować. Przestaje próbować, żeby nie poczuć kolejnej porażki. Przestaje marzyć, żeby nie musieć mierzyć się z niespełnieniem.
I właśnie wtedy dzieje się coś bardzo niebezpiecznego – mimo że wcale nie tracimy możliwości, to… Tracimy wiarę, że te możliwości w ogóle istnieją.
Czy myślisz, że możesz, czy myślisz, że nie możesz - masz rację.
Henry FordOczywiście nie chodzi o to, że samo pozytywne myślenie zmienia rzeczywistość - chodzi raczej o to, że człowiek przekonany o swojej bezradności przestaje szukać wyjścia. Nie podejmuje kolejnej próby, nie puka do następnych drzwi i nie sprawdza, czy sytuacja rzeczywiście jest tak beznadziejna, jak mu się wydaje.
W pewnym momencie zaczynamy traktować swoje doświadczenia jak prawdę o przyszłości:
Skoro kiedyś się nie udało, to nie uda się również teraz.
Skoro ktoś mnie odrzucił, inni zrobią to samo.
Skoro tyle lat nic się nie zmieniło, nic już się nie zmieni.
Problem polega na tym, że to nie zawsze jest prawdziwe... Biblia pokazuje coś bardzo ciekawego: Bóg doskonale rozumie, że człowiek może się zniechęcić. Nie dziwi Go nasze zmęczenie, rozczarowanie ani utrata sił. Spójrz na ten werset:
Nadzieja odwleczona przyprawia serce o chorobę, lecz spełnione pragnienie jest drzewem życia.
Prz 13,12To niezwykle prawdziwe zdanie - długo noszone rozczarowanie naprawdę potrafi zmęczyć serce. Człowiek nie przestaje wierzyć w swoje możliwości z dnia na dzień. Czasami traci nadzieję dlatego, że zbyt długo czekał.
A jednak Bóg nie zostawia człowieka w tym miejscu. W Księdze Izajasza czytamy:
Wzmocnijcie opadłe ręce i zasilcie omdlałe kolana. Mówcie do zaniepokojonych w sercu: Bądźcie mocni, nie bójcie się!
Iz 35,3-4Te słowa nie są skierowane do ludzi pełnych energii i zapału, lecz właśnie do tych, którzy mają opadłe ręce. Do tych, którzy nie wiedzą już, czy mają siłę zrobić kolejny krok.
Jeszcze bardziej porusza mnie inne pytanie, które czytamy w Księdze Jeremiasza:
Czy ten, kto upadł, nie podnosi się? Czy ten, kto zboczył z drogi, nie zawraca?
Jr 8,4Jakby Bóg chciał powiedzieć: dlaczego uznałeś swój upadek za ostatnie słowo? Dlaczego jedną porażkę potraktowałeś jak wyrok? Przecież człowiek, który się przewrócił, może wstać, człowiek, który zgubił drogę, może ją odnaleźć, a historia nie kończy się w miejscu, w którym Tobie zabrakło sił.
Właśnie tutaj pojawia się różnica między zwykłym optymizmem a nadzieją, o której mówi Biblia. Optymizm opiera się na okolicznościach. Nadzieja opiera się na Bogu. Optymizm mówi: „może będzie dobrze” - nadzieja mówi: „nawet jeśli jeszcze nie widzę rozwiązania, Bóg nadal działa”.
Dlatego chrześcijańska nadzieja nie jest zaprzeczaniem rzeczywistości. Nie udaje, że nie ma problemów. Nie każe nam na siłę myśleć pozytywnie, lecz przypomina, że ostatnie słowo nie należy do naszych porażek, lęków ani doświadczeń.
Żywa nadzieja nie rodzi się z przekonania, że jestem wystarczająco silny - rodzi się z odkrycia, że Bóg jest większy niż moje ograniczenia, większy niż moje rozczarowania i większy niż wszystko to, co próbowało mnie przekonać, że już nic się nie zmieni.
Może to jeszcze nie jest koniec tej historii! Może nie wszystko się jeszcze wydarzyło...
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej