Gra do jednej bramki: o jedności w rodzinie i relacjach.

Gra do jednej bramki: o jedności w rodzinie i relacjach.

Czasami w relacjach dzieje się coś trudnego do uchwycenia. Niby wszystko funkcjonuje jak zwykle – rozmawiamy, działamy, jesteśmy obok siebie – a jednak pojawia się wrażenie, że coś zaczyna się rozchodzić.

To nie są od razu o wielkie konflikty, to są raczej drobne sytuacje, które z czasem budują dystans. Jedno zdanie powiedziane zbyt ostro, brak cierpliwości, zmęczenie, które odbiera łagodność. I nagle okazuje się, że zamiast być bliżej, jesteśmy jakby po dwóch stronach barykady.

Myślę, że w takich momentach przestajemy grać do jednej bramki.

W sporcie to jest oczywiste – drużyna ma wspólny cel. Nawet jeśli zawodnicy się różnią, wiedzą, że grają razem. W relacjach nie zawsze jest to tak oczywiste, bo bardzo łatwo wejść w tryb udowadniania racji i obrony siebie.

Zaczynamy wtedy reagować szybciej niż słuchać. Bardziej skupiamy się na tym, co chcemy powiedzieć, niż na tym, co druga osoba naprawdę przeżywa. I choć często nie robimy tego świadomie, ustawiamy się naprzeciwko siebie, zamiast obok siebie.

Szczególnie widać to w codziennym życiu rodzinnym. Kiedy pojawia się zmęczenie, obowiązków jest dużo, a dzieci potrzebują uwagi, napięcie rośnie szybciej. W takich momentach łatwo powiedzieć coś, co zostaje na dłużej, niż byśmy chcieli.

A przecież to właśnie w tej zwykłej codzienności buduje się jedność.

Z czasem coraz bardziej widzę, że jedność nie polega na tym, że zawsze się zgadzamy. Ona polega na decyzji, że mimo różnic jesteśmy po tej samej stronie, nie podważamy wzajemnie swoich decyzji i nie chcemy ze sobą wygrywać.

Czasami oznacza to zatrzymanie się w połowie zdania. Czasami rezygnację z udowodnienia swojej racji. Czasami - pierwszy krok w stronę drugiej osoby, nawet jeśli coś wydaje się niesprawiedliwe.

I właśnie tutaj bardzo wyraźnie widać, jak bardzo potrzebujemy Boga. Bo jedność nie jest tylko efektem naszych starań. Zaczyna się znacznie głębiej – w sercu, które potrzebuje uspokojenia i uporządkowania.

Jedność nie „dzieje się” sama. Ona wymaga uwagi, troski i decyzji, które podejmujemy każdego dnia. Kiedy wracamy do bycia po tej samej stronie, zmienia się naprawdę wiele. Zmienia się sposób rozmowy, sposób patrzenia na siebie i atmosfera domu.

A dzieci to widzą.

Widzą, czy jesteśmy drużyną i czy potrafimy do siebie wracać mimo trudności. Uczą się tego, co obserwują, i zabierają to ze sobą dalej.

Dlatego najważniejsze pytanie dzisiaj nie brzmi: kto ma rację? Ale: czy my wciąż gramy do jednej bramki?

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej