Kiedy przyjaźń boli — zrozumieć, gdzie kończy się bliskość.
Ten artykuł jest dwudziesty pierwszy w serii: „Zrozumieć naprawdę”, serię rozpoczyna tekst: „Czy ktoś naprawdę mnie rozumie?”
Bliska mi osoba opowiedziała mi niedawno historię, która na pierwszy rzut oka nie wydaje się niczym nadzwyczajnym. Po zakończeniu ważnej relacji ktoś wciąż dzwonił w momentach silnego napięcia — wtedy, gdy pojawiał się lęk, gdy emocje wymykały się spod kontroli, gdy świat nagle stawał się zbyt trudny do uniesienia w pojedynkę. Telefon wykonywany był zawsze w to samo miejsce, do tej samej osoby, bo to właśnie tam było największe poczucie bezpieczeństwa i zaufania.
W rozmowie pojawiło się pytanie: czy naprawdę nie ma nikogo innego? Przyjaciół, bliskich osób, do których można się odezwać w takich chwilach? Okazało się, że są. Ale nie aż tak bliscy. Nie na tyle, by w momentach kryzysu sięgnąć po telefon. I właśnie wtedy pojawia się coś, co domaga się uważnego zatrzymania.
Bo to nie jest już tylko historia o trudnych emocjach. To jest historia o fundamencie relacyjnym, na którym ktoś próbuje oprzeć całe swoje poczucie bezpieczeństwa. Gdy druga osoba staje się jedynym miejscem ulgi, jedynym punktem oparcia, jedyną przestrzenią, w której można być słabym — relacja, nawet jeśli nazywana przyjaźnią, zaczyna nieść ciężar, dla którego nie została stworzona, by go dźwigać.
Przyjaźń nie polega na byciu dla kogoś „wszystkim”. Żaden człowiek nie jest w stanie unieść całego czyjegoś emocjonalnego świata. Nie dlatego, że nie chce. Ale dlatego, że nie tak ma to wyglądać. Potrzebujemy więcej niż jednej relacji, więcej niż jednego głosu, więcej niż jednego miejsca, w którym możemy się zatrzymać, gdy życie boli.
Czasem mylimy zrozumienie z nieograniczoną dostępnością. Wydaje nam się, że skoro komuś współczujemy, skoro chcemy być dobrzy i obecni, to powinniśmy odbierać każdy telefon, odpowiadać na każde wołanie, nawet wtedy, gdy wewnętrznie czujemy, że coś zaczyna nas przerastać. Przyjaźń nie polega na tym, by wchodzić w rolę jedynego i ostatecznego ratunku. Nikt z nas nie jest Bogiem! I warto zrozumieć, że taka relacja — zamiast pomagać — może zatrzymywać drugiego człowieka w miejscu.
W każdej relacji trzeba znać i respektować granice - a granice w przyjaźni bardzo łatwo pomylić z odrzuceniem. Tymczasem przecież często są one właśnie wyrazem troski. Zrozumieniem, że dalsze podtrzymywanie jednej, jedynej linii wsparcia nie buduje, ale uzależnia. Że mówiąc „nie mogę być jedyną osobą, do której dzwonisz”, nie odbieramy drugiemu wartości, lecz wskazujemy, że jego życie zasługuje na coś więcej — na sieć relacji, które razem niosą ciężar codzienności.
Przyjaźń, która naprawdę rozumie, nie zamyka człowieka w jednej relacji. Nie sprawia, że cały świat kurczy się do jednego numeru telefonu. Przeciwnie — otwiera na innych, zachęca do budowania więzi, w których odpowiedzialność się rozkłada, a bezpieczeństwo nie zależy od obecności jednego człowieka.
Może właśnie tu kryje się coś, co w tej serii jest najważniejsze: zrozumieć naprawdę to nie tylko wysłuchać czyichś emocji, ale także zobaczyć, dokąd one prowadzą. Czy ku wolności i dojrzewaniu, czy ku zależności, która z czasem zaczyna boleć. Czasem największym aktem zrozumienia nie jest pozostanie na linii, ale pozwolenie drugiemu, by znalazł oparcie szerzej — i bezpieczniej.
Bo przyjaźń, która leczy, nie przygniata. Daje przestrzeń. I uczy, że nikt z nas nie musi dźwigać życia samotnie — ale też nikt nie powinien dźwigać go za kogoś.
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej