Z czego wynika kryzys w relacjach rodzinnych naszych czasów? (1)
Ten artykuł jest szesnasty w serii: „Zrozumieć naprawdę”, serię rozpoczyna tekst: „Czy ktoś naprawdę mnie rozumie?”
Zanim zaczniesz czytać, upewnij się, że znasz już poprzedni artykuł wprowadzający w tematykę relacji małżeńskiej: "Czym jest zrozumienie w małżeństwie?".
Niedawno usłyszałam sformułowanie, któremu trudno odmówić trafności: kryzys w relacjach rodzinnych bierze się stąd, że kobiety nie chcą już żyć tak, jak żyły ich matki, natomiast mężczyźni nadal chcą żyć tak, jak ich ojcowie. To zdanie nie jest oskarżeniem – raczej krótkim opisem napięcia, w którym dziś funkcjonuje wiele rodzin.
Nie trzeba być geniuszem, by zauważyć, że świat zmienił się radykalnie. Model, w którym mężczyzna budował dom, utrzymywał rodzinę, chronił i zabezpieczał, a kobieta zajmowała się ogniskiem domowym, dziećmi i całym zapleczem codzienności, w ogromnej mierze przestał istnieć. Dziś zwykle oboje pracują zawodowo, oboje są przeciążeni, oboje mierzą się z presją, zmęczeniem i brakiem czasu. A jednak często nadal próbujemy układać swoje życie według reguł, które pasowały do zupełnie innej rzeczywistości.
Dopóki nie zmierzymy się uczciwie z tą zmianą – niezależnie od poglądów i tęsknot za „dawnym porządkiem” – dopóty w domach będą trwały ciche rozgrywki, pretensje i wojny podjazdowe. Bo od tego, jak poukładamy swoje „pionki” na nowej planszy, zależy jakość naszego codziennego życia.
Problem polega na tym, że piękne życie rodzinne nie powstaje wyłącznie w oparciu o wygodę czy przyzwyczajenia. Wymaga wzięcia pod uwagę wielu aspektów, które zbyt często nam umykają. Od wieków przyzwyczajeni do podziału ról według płci, dziś musimy nauczyć się patrzeć szerzej: na naturalne zdolności, temperament, odporność psychiczną, możliwości fizyczne, ograniczenia zdrowotne, aktualny etap życia. Podział obowiązków nie powinien wynikać z tego, kim jesteśmy „z definicji”, ale z tego, co realnie jesteśmy w stanie unieść.
To oznacza jedno: potrzebujemy nauczyć się prawdziwego kompromisu. Takiego, który czasem boli. W którym jest miejsce, aby ustąpić, aby zrobić coś ponad - i ze wzajemnością. Takiego, który bywa rezygnacją z tego, co lubię i czego chcę. Takiego, w którym jest również miejsce na moment wytchnienia dla każdej ze stron, w którym jest miejsce na wzajemne zrozumienie – i uczciwe uznanie wysiłków podejmowanych na rzecz dobrostanu całej rodziny.
Pamiętam moment, gdy zaczęłam wprowadzać moich synów w codzienne obowiązki domowe. Pewnego dnia sfrustrowany pierworodny wykrzyczał nad zlewem pełnym naczyń, jak bardzo nie znosi tej pracy. Odpowiedziałam mu wtedy spokojnie: ta praca nie jest od lubienia, tylko od zrobienia. I myślę, że to zdanie dotyka sedna problemu. W dorosłym życiu niewiele rzeczy jest przyjemnych – ale większość jest konieczna.
Oczywiście, jedni lepiej gotują, inni sprawniej planują, jeszcze inni wolą logistykę i zaopatrzenie. I idealnie byłoby tak poukładać rodzinne życie, by obowiązki były dzielone według możliwości i kompetencji, a nie automatycznie składane na barki jednej osoby. Bo tam, gdzie jedna strona dźwiga wszystko – obok pracy zawodowej i zwykle jednak brania większej odpowiedzialności za dzieci – tam prędzej czy później pojawi się zmęczenie, frustracja i kryzys.
Być może więc kryzys relacji rodzinnych nie wynika z braku miłości, ale z nieumiejętności dostosowania się do świata, który już się zmienił. Niewypowiedziane żale rosną i wypełniają nas coraz bardziej, niosąc za sobą wzajemną niechęć, chłód, poczucie krzywdy i niezrozumienia, a w końcu głęboką samotność.
Dziś prawdziwa dojrzałość nie może polegać na powrocie do dawnych schematów, lecz na odwadze, by wspólnie wypracować nowe.
Jak?
Myślę, że warto zacząć od prostych pytań:
- Czy czujesz się przeciążony / przeciążona w swoich obowiązkach domowych?
- Czy jest coś, co Cię przerasta?
- Czy jest coś, w czym mogłabym / mógłbym Cię lepiej wesprzeć w naszej codzienności?
Warto pytać, ale też warto otwarcie komunikować, to co nas przerasta. Warto być szczerym i nie brać na siebie więcej, niż jesteśmy unieść. Niech fundamentem naszego życia jest szczerość, prawda i wzajemny szacunek - to z pewnością wpłynie na jakość naszego życia!
I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.
Ewangelia Jana 8:32Drugą część tego artykułu znajdziesz tutaj: "Z czego wynika kryzys w relacjach rodzinnych naszych czasów? (2)"
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej