Pozwolić innym... być innymi!

Pozwolić innym... być innymi!

Ten artykuł jest trzydziesty w serii: „Zrozumieć naprawdę”, serię rozpoczyna tekst: „Czy ktoś naprawdę mnie rozumie?

Doszłam do momentu, w którym nie rozumiem już, dlaczego sprzeczamy się ze sobą w sprawach poglądowych. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto pod wpływem kłótni zmieniłby swoje zdanie w kwestiach takich jak polityka, sposób wychowywania dzieci, podejście do pracy, pieniędzy czy stylu życia. A jednak wciąż wchodzimy w te same batalie. Jakbyśmy wierzyli, że wystarczająco głośny argument, odpowiedni ton albo lepiej dobrane słowa sprawią, że drugi człowiek nagle zobaczy świat dokładnie tak jak my.

Kiedy myślę o tym, ile energii poświęcamy na takie spory, ile relacji zostaje przez nie nadwyrężonych albo całkiem zniszczonych, rodzi się we mnie pytanie: jakim cudem nasze poglądy stają się cenniejsze niż rodzina, przyjaźnie i więzi, które budowaliśmy latami? Skąd w nas przekonanie, że mamy prawo oczekiwać od innych, by byli tacy, jak my chcemy, żeby byli?

W tych napięciach bardzo łatwo pomylić troskę z kontrolą. Bardzo łatwo uznać, że skoro „wiemy lepiej”, to mamy prawo poprawiać, naciskać i kształtować innych według własnych wyobrażeń. Tymczasem Jezus nigdy tak nie postępował. Spotykał ludzi dokładnie tam, gdzie byli, i nie próbował ich naginać do jednego wzorca. Zostawiał przestrzeń. Pozwalał na proces. Szukał serca, nie zgodności poglądów.

Chrześcijańska dojrzałość relacyjna zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba kontroli. Gdzie przestajemy udowadniać, a zaczynamy towarzyszyć. Gdzie zgadzamy się na to, że drugi człowiek może iść inną drogą, myśleć inaczej, przeżywać wiarę i życie w odmienny sposób. Nie oznacza to rezygnacji z prawdy ani z własnych przekonań. Oznacza uznanie, że relacja jest ważniejsza niż zwycięstwo w sporze.

Jezus pokazuje, że prawdziwa zmiana nie rodzi się pod presją. Rodzi się w przestrzeni, w której człowiek czuje się widziany i szanowany. Tam, gdzie nie musi się bronić, łatwiej mu stanąć w prawdzie. Tam, gdzie nie jest kontrolowany, może naprawdę wzrastać. W wolności i prawdzie.

Pozwolić innym być innymi to jedno z najtrudniejszych zaproszeń Ewangelii. Wymaga pokory, cierpliwości i zgody na to, że nie wszystko musi być „po naszemu”. Ale właśnie wtedy relacje przestają być polem walki, a stają się darem. I być może dopiero wtedy naprawdę zaczynają przypominać te, do których zaprasza nas Jezus.

Następny artykuł w serii znajdziesz tutaj: "Od zrozumienia do realnej zmiany".

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej