Zaufanie w drużynie – fundament każdej dobrej gry!
Zaufanie to jedna z tych rzeczy, które najłatwiej zauważyć dopiero wtedy, gdy zaczyna ich brakować. Na początku wszystko wydaje się naturalne – jesteśmy blisko, otwarci, spokojni o siebie nawzajem. Nie analizujemy każdego słowa ani każdego zachowania, bo gdzieś w środku mamy pewność, że gramy w tej samej drużynie.
Z czasem jednak coś potrafi się zmienić. Czasem przez jedno doświadczenie, czasem przez serię drobnych sytuacji, które same w sobie nie wydają się znaczące, ale razem zaczynają budować dystans. Pojawia się ostrożność, większa kontrola, a w miejscu swobody zaczyna wkradać się napięcie.
I nagle okazuje się, że już nie jest tak łatwo.
W sporcie zaufanie jest czymś absolutnie podstawowym. Zawodnik nie zastanawia się, czy kolega z drużyny poda mu krążek w odpowiednim momencie. Nie analizuje, czy może na nim polegać. On to po prostu wie. I właśnie dlatego gra jest płynna, szybka i skuteczna.
Kiedy tego zaufania zaczyna brakować, wszystko się komplikuje. Pojawia się zawahanie, spóźnione decyzje, indywidualne próby ratowania sytuacji. Drużyna wciąż jest na lodzie, ale przestaje grać jak drużyna.
W relacjach działa to bardzo podobnie.
Kiedy ufamy, jesteśmy spokojniejsi. Nie musimy się bronić ani zabezpieczać na każdym kroku. Możemy być sobą, mówić szczerze i nie bać się, że to zostanie wykorzystane przeciwko nam.
Kiedy zaufanie zostaje naruszone, coś się zamyka. Nawet jeśli bardzo chcemy, nie wracamy od razu do miejsca, w którym byliśmy wcześniej. Potrzebujemy czasu, uważności i decyzji, żeby to odbudować.
I tu pojawia się coś bardzo ważnego – zaufania nie buduje się jedną wielką deklaracją. Ono rośnie w codzienności. W małych sytuacjach, w których jesteśmy spójni, przewidywalni i prawdziwi. W słowach, które mają pokrycie w czynach. W obecności, która daje drugiej osobie poczucie bezpieczeństwa.
Szczególnie w rodzinie ma to ogromne znaczenie. Dzieci bardzo szybko wyczuwają, czy między rodzicami jest zaufanie. Widzą, czy mogą oprzeć się na tym, co słyszą i czego doświadczają. I na tej podstawie budują swoje własne poczucie bezpieczeństwa.
Dlatego zaufanie nie jest tylko „sprawą między nami”. Ono kształtuje atmosferę całego domu.
Z czasem coraz bardziej widzę, że bez Boga trudno o trwałe zaufanie. Bo ludzie zawodzą. My zawodzimy. Nie dlatego, że chcemy, ale dlatego, że jesteśmy niedoskonali.
Relacja może być miejscem bezpieczeństwa - nie dlatego, że wszystko jest idealne, ale dlatego, że jest w niej coś więcej. Bóg, który uczy nas wierności, szczerości i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Bóg, który pokazuje, że można budować na czymś trwalszym niż emocje, czy chwilowe decyzje.
Zaufanie nie oznacza, że nigdy się nie zawiedziemy. Oznacza raczej, że mimo trudności wciąż wybieramy bycie po tej samej stronie i stopniowo odbudowujemy to, co zostało naruszone.
I właśnie to jest najważniejsze.
Bo kiedy w drużynie jest zaufanie, gra nabiera sensu. Gdy go brakuje, nawet najlepsze umiejętności nie wystarczą, żeby naprawdę wygrać.
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej