Czasem trzeba się zamienić – o pokorze, zaufaniu i współpracy.
Kiedy oglądam mecz, zawsze uderza mnie jeden moment, który łatwo przeoczyć. Zawodnicy zjeżdżają z tafli, inni wchodzą na ich miejsce i gra toczy się dalej. Bez chwili zatrzymania, bez chaosu, bez dyskutowania, kto jest ważniejszy. To jest naturalne, wpisane w rytm gry.
I to nie ma nic wspólnego z porażką - to wspólna praca zespołu, aby osiągnąć sukces!
Cóż, w życiu bywa z tym zupełnie inaczej: mamy w sobie taką tendencję, żeby trzymać wszystko w swoich rękach. Wydaje nam się, że nikt nie zrobi czegoś tak dobrze jak my. Że jeśli odpuścimy, coś się rozsypie, ktoś zrobi inaczej, gorzej, nie tak jak trzeba.
I w pewnym sensie to jest zrozumiałe. Bo wkładamy w różne rzeczy serce, czas, zaangażowanie. Uczymy się, rozwijamy, nabieramy doświadczenia. To wszystko sprawia, że chcemy mieć kontrolę.
Niestety z czasem ta kontrola zaczyna nas… bardzo męczyć. Bycie „niezastąpionym” może brzmi bardzo dobrze, aletylko na początku. Na dłuższą metę staje się ogromnym ciężarem. Człowiek jest zmęczony, przeciążony, coraz bardziej napięty. I co gorsza – często zaczynają na tym cierpieć relacje.
Bo kiedy nie dopuszczamy innych, wysyłamy im bardzo konkretny komunikat -nawet jeśli nie mówimy tego wprost, to pokazujemy: „ja zrobię to lepiej”, „nie ufam, że sobie poradzisz”.
W takim wypadku trudno o prawdziwą współpracę! A przecież życie, tak jak gra, nie zostało stworzone do tego, żeby wszystko robić samemu! Nikt z nas nie jest… Bogiem!
Z biegiem czasu coraz bardziej widzę, jak wiele dobrego dzieje się wtedy, kiedy ktoś może mnie zastąpić. Kiedy mogę się wycofać na chwilę, złapać oddech, odpocząć, a ktoś inny przejmuje odpowiedzialność i prowadzi sprawy dalej. To nie odbiera mi wartości, lecz daje wytchnienie.
Nagle okazuje się, że nie wszystko zależy ode mnie. Że świat się nie zawala, kiedy mnie przez chwilę nie ma w centrum. Że inni też potrafią, też się uczą, też chcą być częścią tego, co się dzieje.
Widać to bardzo wyraźnie w codziennym życiu.
Tata naprawdę potrafi zająć się dzieckiem tak samo dobrze jak mama. I to nie znaczy, że staje się mamą – to znaczy, że bierze swoją część odpowiedzialności.
Nastolatek potrafi zrobić pranie równie dobrze, jak rodzic. Moje nastolatki - czasem nawet lepiej, niż ja, bo zwykle od razu je składają, a nie zostawia na kilka dni, co mi się zdarza dość często 😉. I to nie jest drobiazg – to naukawspółpracy, odpowiedzialności, samodzielności i zaufania.
I nagle okazuje się, że życie zaczyna wyglądać inaczej: lżej, spokojniej...
Bóg od samego początku planował inaczej: nie stworzył nas do samotnego dźwigania wszystkiego. Stworzył nas do relacji, do współpracy, do bycia częścią czegoś większego niż my sami.
I może właśnie dlatego tak ważna jest głęboka pokora - nie taka, która nas umniejsza, lecz taka, która pozwala zrobić krok w tył i zaufać, że ktoś inny też może dobrze poprowadzić „grę”.
Bo czasem naprawdę trzeba się zamienić. Nie wszystko musi zależeć od Ciebie. A kiedy zaczynasz się dzielić odpowiedzialnościami odkrywasz coś bardzo bardzo uwalniającego: to jest naprawdę dobre, kiedy ktoś może Cię zastąpić.
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej