Jaki był by ten świat, gdybyśmy robili tylko to, co trzeba?
Koniec roku szkolnego zawsze przypomina maraton. Zwłaszcza kiedy jest się mamą kilkorga dzieci...
Ostatnie zobowiązania, koncerty, zebrania, oddawanie książek, szukanie zagubionych strojów galowych, świadectwa, kwiaty, prezenty... W pewnym momencie wszyscy odliczamy już tylko dni do wakacji!
Wszyscy jesteśmy bardziej niż zmęczeni! Dzieci, rodzice, nauczyciele, pracownicy szkoły...
Na zakończenie roku dziękujemy wychowawcom i nauczycielom. To piękny zwyczaj. Ich wpływ na nasze życie bywa ogromny. Wielu z nich wspominamy przez całe życie!
Ale w tym całym zamieszaniu łatwo zapomnieć o ludziach, bez których szkoła również nie mogłaby istnieć: o paniach kucharkach, które każdego dnia przygotowują setki posiłków. O paniach sprzątających, dzięki którym dzieci przychodzą do czystych klas. O woźnych, konserwatorach i pracownikach administracji, którzy rozwiązują dziesiątki problemów, zanim ktokolwiek zdąży je zauważyć.
Ich praca dzieje się gdzieś w tle. Najczęściej dostrzegamy ją dopiero wtedy, gdy czegoś zabraknie. A przecież właśnie oni sprawiają, że wszystko po prostu działa.
Kilka dni temu wybrałam się z drobnym podziękowaniem do naszych szkolnych kucharek. Jak zwykle usłyszałam: "Nie trzeba było"...
I wtedy przyszła do mnie taka myśl: jak bardzo smutny byłby świat, gdyby ludzie robili tylko to, co trzeba.Przecież niemal wszystko, co najpiękniejsze w relacjach, zaczyna się tam, gdzie kończy się zwykły obowiązek. Życzliwość nie jest obowiązkowa. Wdzięczność nie jest obowiązkowa. Dostrzeganie drugiego człowieka również nie.
A jednak właśnie te rzeczy sprawiają, że życie staje się... cieplejsze?
Moja wdzięczność wobec szkolnych kucharek jest jeszcze większa z powodu wymagań dietetycznych mojego najmłodszego syna. Każdego dnia, wśród ogromnych garnków i setek porcji, ktoś zawsze pamięta, że jedno dziecko potrzebuje posiłku bez glutenu. Codziennie trzeba przygotować osobny posiłek, dopilnować składników, uważać na zanieczyszczenia, pamiętać.
To dodatkowa praca.
Dla nich - dodatkowy trud. Dla mnie – ogromny spokój. Świadomość, że moje dziecko jest bezpieczne. Że ktoś każdego dnia pamięta o jego potrzebach, choć przecież nie musi znać jego historii!
I pomyślałam sobie, że wdzięczność jest trochę jak światło - w momencie, gdy pada na tych, którzy zwykle stoją w cieniu, nagle okazuje się, że byli bardzo ważną częścią naszego życia. Po prostu wcześniej ich nie dostrzegaliśmy.
Wdzięczność dodaje koloru, ciepła, radości...
Może właśnie tego warto uczyć także nasze dzieci. Że szacunek nie zależy od stanowiska. Że warto powiedzieć „dziękuję” nie tylko tym, których wszyscy widzą, ale również tym, którzy każdego dnia cicho wykonują swoją pracę.
Bo świat naprawdę byłby dużo uboższy, gdybyśmy robili wyłącznie to, co trzeba...
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej