Czas się zatrzymać! O przemocy, wychowaniu i odpowiedzialności dorosłych.

Czas się zatrzymać! O przemocy, wychowaniu i odpowiedzialności dorosłych.

SERIA: Świadome rodzicielstwo

Część I: Wychowanie dzieci: dokąd zmierzamy?

Artykuł 1: Czas się zatrzymać! O przemocy, wychowaniu i odpowiedzialności dorosłych.

Trudno przejść obojętnie obok tego, co wydarzyło się w ostatnich dniach w polskich szkołach. W Ostrołęce 19-letni uczeń zaatakował ostrym narzędziem innych uczniów i nauczycieli. Dzień później w Leszczydole-Nowinach 15-letni były uczeń zaatakował pracowników szkoły. Jedna z poszkodowanych kobiet zmarła. Te wydarzenia wstrząsnęły wieloma z nas, a gdy w internecie zaczęły krążyć informacje o rzekomym „krwawym piątku”, niepokój ogarnął również rodziców. Wielu z nich nie wysłało tego dnia dzieci do szkoły.

Policja nie potwierdziła, że zapowiadana w sieci seria skoordynowanych ataków rzeczywiście miała istnieć. Nie zmienia to jednak faktu, że doszło do tragedii, a strach i pytania, które się pojawiły, są prawdziwe. I przejmują do głębi…

Co się dzieje z młodymi ludźmi? Jak dochodzi do tego, że człowiek posuwa się do tak strasznych czynów? Co przeżywa, co myśli, co dzieje się w jego świecie, zanim przekroczy granicę, za którą krzywdzi innych? Nie znamy wszystkich odpowiedzi. Nie możemy też wyjaśnić tak dramatycznych wydarzeń jedną tylko przyczyną ani z góry obarczyć winą rodziców. Możemy jednak potraktować je jako poważny powód, by zatrzymać się i uważnie przyjrzeć temu, jak wychowujemy kolejne pokolenie.

Kiedy pojawiają się problemy z dziećmi, często oczekujemy, że zareaguje szkoła. Nauczyciel powinien nauczyć szacunku, odpowiedzialności, panowania nad emocjami i właściwego traktowania innych. Powinien dostrzec niepokojące sygnały, rozwiązać konflikty i zadbać o bezpieczeństwo. Tyle że nauczyciel, nawet bardzo zaangażowany, nie może — i nie powinien — zastąpić rodziców! Ma pod swoją opieką wielu uczniów, ograniczony czas i określone możliwości działania. Nie zawsze dysponuje narzędziami, które pozwalają mu skutecznie reagować. Oczekujemy od szkoły wpływu na wychowanie, a jednocześnie łatwo zapominamy, że szkoła nie może zrobić za nas wszystkiego.

Może więc najwyższy czas, byśmy na nowo przemyśleli, czym właściwie jest rodzicielstwo i za co jesteśmy odpowiedzialni jako dorośli — każdy z nas, kto ma jakikolwiek wpływ na dzieci w swoim otoczeniu!

Wychowanie nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy pojawia się poważny problem. Nie ogranicza się do rozmów przeprowadzanych po trudnym wydarzeniu ani do przekazywania dziecku zasad, których ma przestrzegać. Dokonuje się każdego jednego dnia: w tym, jak odnosimy się do siebie nawzajem, jak reagujemy na trudności, jak traktujemy ludzi, z którymi się nie zgadzamy, i czy potrafimy przyznać się do własnego błędu.

Kiedyś przeczytałam, że najbardziej przerażające nie jest to, że dzieci nie słuchają tego, co mówimy, lecz że naśladują to, co robimy. Dzieci nie uczą się wyłącznie z tego, co im mówimy, lecz przede wszystkim z tego, co widzą w naszym życiu.

Być może zbyt często myślimy o wychowaniu przede wszystkim w kategoriach zapewniania dzieciom dobrych warunków. Chcemy, by miały wszystko, czego potrzebują, zdobyły wykształcenie, rozwijały zainteresowania i miały szczęśliwe dzieciństwo. To wszystko jest ważne. Bardzo ważne!

Ale czy równie świadomie przygotowujemy je do dorosłego życia? Czy uczymy je odpowiedzialności, radzenia sobie z trudnościami, podejmowania decyzji i troski o innych? Czy pomagamy im budować charakter i wartości, które będą miały znaczenie również wtedy, gdy nie będzie nas obok? Czy młodzi ludzie, na których mamy wpływ, będą postępowali zgodnie z wartościami, które kształtowaliśmy w nich przez lata, czy tylko wtedy, gdy będziemy patrzeć im na ręce?

Nie możemy przewidzieć wszystkiego ani zagwarantować, jakimi ludźmi staną się nasze dzieci. Nie mamy też pełnej kontroli nad ich wyborami. Mamy jednak wpływ na to, co im przekazujemy, jakie postawy pokazujemy własnym przykładem i czy świadomie przygotowujemy je do życia.

Nie piszę tego, by kogokolwiek oskarżać. Wielu rodziców naprawdę się stara, a mimo to czuje bezradność. Nauczyciele również mierzą się z problemami, na które nie zawsze mają skuteczne rozwiązania. Właśnie dlatego potrzebujemy tej rozmowy — nie kolejnego wzajemnego obwiniania się, lecz poważnego zastanowienia nad tym, co możemy zrobić lepiej.

Bo wychowanie to nie jest zadanie, które wydarzy się samo, ani odpowiedzialność, którą można w całości przekazać komuś innemu.

Czy świadomie wychowujemy dzieci do samodzielnego, odpowiedzialnego życia, czy skupiamy się przede wszystkim na tym, żeby były szczęśliwe tu i teraz, i aby dobrze żyło im się dzisiaj?

Od tego pytania chciałabym rozpocząć naszą wspólną refleksję o rodzicielstwie. O tym, czego uczymy dzieci każdego dnia, co im przekazujemy i jak pomagamy im dorastać do życia, które jest przed nimi.

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej