Czy naprawdę wszystko zależy ode mnie?

Czy naprawdę wszystko zależy ode mnie?

SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!

Część II: Może uwierzyłem w coś, co nie jest prawdą?

Artykuł 14/27: Czy naprawdę wszystko zależy ode mnie?

Od kiedy pamiętam, lubiłam planować.

Nie chodzi nawet o kalendarze czy listy zadań, chociaż i one bardzo ułatwiają życie. Chodzi raczej o to wewnętrzne przekonanie, że jeśli wszystko dobrze przemyślę, odpowiednio wcześnie przygotuję i dopracuję każdy szczegół, to życie będzie po prostu spokojniejsze. Wydawało mi się, że odpowiedzialność polega właśnie na tym – żeby przewidywać, zabezpieczać się na różne okoliczności i nie zostawiać zbyt wiele przypadkowi.

I do dzisiaj uważam, że planowanie jest czymś bardzo dobrym.

Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy bardzo powoli i niemal niezauważalnie zaczynam wierzyć, że od moich planów zależy więcej, niż powinno.

Chyba każdy z nas zna to uczucie. Przygotowujemy się do jakiegoś wyjazdu, ważnego spotkania albo rozmowy. Sprawdzamy prognozę pogody, pakujemy wszystko, co może się przydać, układamy plan dnia i jesteśmy przekonani, że o niczym nie zapomnieliśmy. A później wystarczy jedna wiadomość, jeden telefon albo jedna nieprzewidziana sytuacja i nagle okazuje się, że cały nasz misterny plan przestaje istnieć.

Kiedyś bardzo mnie to złościło.

Miałam poczucie, że skoro tyle pracy włożyłam w przygotowania, wszystko powinno potoczyć się dokładnie tak, jak zaplanowałam. Dopiero z czasem zaczęłam zauważać, że wiele z tych sytuacji, które początkowo wydawały mi się porażką, po kilku tygodniach albo miesiącach wyglądało zupełnie inaczej. Nagle okazywało się, że coś, czego wtedy nie rozumiałam, uchroniło mnie przed większym problemem. Że zamknięte drzwi wcale nie były karą. Były ochroną.

Im dłużej żyję, tym częściej mam wrażenie, że Bóg bardzo delikatnie uczy mnie jednej rzeczy – planuj, ale nie buduj swojego poczucia bezpieczeństwa na planach.

To wcale nie jest takie proste.

Bo przecież dużo łatwiej zaufać temu, co mam zapisane w kalendarzu, niż Temu, który wie, co wydarzy się za tydzień, za miesiąc i za rok.

Jest taki fragment Psalmu 127, do którego wracam od lat:

Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno trudzą się ci, którzy go budują.

Psalm 127:1

Za każdym razem, kiedy go czytam, uświadamiam sobie, że Bóg wcale nie mówi: „Nie budujcie.” Nie mówi również: „Nie planujcie.” Mówi coś znacznie głębszego:  nawet największy wysiłek nie da człowiekowi prawdziwego bezpieczeństwa, jeśli zapomni o Tym, od którego wszystko naprawdę zależy.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że zaufanie Bogu nie polega na rezygnacji z planowania. Polega raczej na tym, że potrafię wypuścić z rąk swoje plany wtedy, kiedy On postanawia napisać dla mnie inny scenariusz.

I chyba właśnie tego wciąż się uczę: że odpowiedzialność i zaufanie wcale się nie wykluczają!

Mogę zrobić wszystko, co do mnie należy, a potem ze spokojem przyjąć to, na co nie mam już żadnego wpływu. Bo właśnie to jest przestrzeń, w której naprawdę działa Bóg!

A skoro On widzi więcej ode mnie, to... może nie muszę kurczowo trzymać się wszystkiego, co sobie zaplanowałam!

Wystarczy zrobić kolejny krok. Resztę naprawdę można zostawić Jemu!

Bo przecież... jeszcze nie wszystko się wydarzyło.

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej