A co, jeśli będziesz musiał budować, zanim zrozumiesz dlaczego?
SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!
Część III: Skoro już wiem, komu wierzę…
Artykuł 18/27: A co, jeśli będziesz musiał budować, zanim zrozumiesz dlaczego?
Mam wrażenie, że bardzo odzwyczailiśmy się od czekania. Chcemy mieć wszystko szybko, najlepiej od razu. Jedno kliknięcie i zamówienie jest złożone. Kilka sekund i mamy odpowiedź na pytanie, które jeszcze chwilę wcześniej wymagało szukania informacji - godzinami!Co więcej: kiedy coś nie dzieje się wystarczająco szybko, zaczynamy się niecierpliwić, jakby samo oczekiwanie było dzisiaj czymś... niewłaściwym!
Dokładnie w tym momencie, gdy siedzę z laptopem na kolanach i popijam lemoniadę o smaku marakui przy opolskim rynku, na mój telefon przychodzi informacja, że paczka z jedzeniem bezglutenowym dla mojego syna, którą zamówiłam wczoraj po południu, jest już w moim wiejskim paczkomacie.
Kiedy pomyślę, ile czasu zabrałoby mi kupowanie tego wszystkiego lokalnie...!!!
Dobrze się tak żyje, bardzo dobrze... Ale w prawdziwym życiu wiele jet sytuacji, w których BARDZO DŁUGO nie wiemy, nie mamy gwarancji, nie mamy odpowiedzi. I chyba coraz trudniej nam podchodzić do tego z ufnością i spokojem!
Pamiętam, że jakiś czas temu czytałam o eksperymencie, w którym dzieci dostawały piankę marshmallow i miały wybór: mogły zjeść ją od razu albo poczekać kilka minut i dostać w zamian dwie. Badacze obserwowali, jak dzieci radzą sobie z odroczeniem nagrody. Małe dziecko siedzące przed jedną pianką i próbujące powstrzymać się przed jej zjedzeniem jest właściwie świetną ilustracją tego, jak trudno jest nam czasami powiedzieć sobie: „Jeszcze nie. Warto poczekać”.
Chcemy mieć nagrodę teraz, chcemy zobaczyć efekt od razu. Chcemy mieć pewność, że to, w co inwestujemy nasz czas, jest tego warte. Że relacja, w którą wchodzimy, jest wartościowa. Chcemy wiedzieć, że nasza modlitwa została wysłuchana, że podjęta decyzja przyniesie dobre owoce teraz, że to, co robimy, ma sens teraz.
Tymczasem wiara bardzo często prowadzi nas... dokładnie w przeciwną stronę!
I właśnie w tym momencie przychodzi mi na myśl Noe.
Gdy Bóg powiedział mu, że nadchodzi potop i polecił zbudować arkę. Noe zaczął budować. Po prostu. Mimo, że wokół niego nie było jeszcze żadnego potopu. Nie było deszczu, który potwierdzałby jego decyzję. Nie było chmur na horyzoncie, nie było żadnego widocznego dowodu, że to, co robi, za chwilę okaże się potrzebne.
Była tylko Boża obietnica.
W Liście do Hebrajczyków czytamy:
Przez wiarę Noe, ostrzeżony o tym, czego jeszcze nie widział, pełen bojaźni zbudował arkę.
Hbr 11,7Bardzo lubię ten fragment, a szczególnie jedno sformułowanie: „czego jeszcze nie widział”.
Noe budował, zanim zaczął padać deszcz.
I właśnie na tym polega jedna z najtrudniejszych rzeczy w wierze - czasami Bóg zaprasza nas do czegoś, czego sens zobaczymy dopiero później. Mamy zrobić to, co do nas należy, nawet jeśli jeszcze nie widzimy rezultatu. Mamy być wierni, choć nikt tego nie zauważa. Mamy przebaczyć, choć relacja jeszcze się nie odbudowała. Mamy pracować nad sobą, choć zmiana przychodzi tak powoli, że sami jej nie dostrzegamy. Mamy się modlić, nawet kiedy kolejny dzień wygląda dokładnie tak samo jak poprzedni.
Kiedy mija dzień za dniem, tak łatwo pomyśleć: „Po co ja właściwie to robię, skoro nic się nie zmienia?”.
Być może zmienia się znacznie więcej, niż jestem w stanie zobaczyć.
Na myśl przychodzi mi znowu to maleńkie nasiono, o którym pisałam wcześniej. Kiedy wkładam je do ziemi, nie oczekuję przecież, że następnego ranka będę zbierała plony. Wiem, że najpierw musi wydarzyć się wiele rzeczy, których nie zobaczę. Muszę zaufać procesowi, którego nie jestem w stanie przyspieszyć.
Dlaczego więc tak trudno jest mi podobnie zaufać Bogu? Może dlatego, że chciałabym najpierw zobaczyć, a dopiero później uwierzyć?
Noe zrobił dokładnie odwrotnie: najpierw uwierzył, a później budował. Dzień po dniu, deska po desce, bez żadnego widocznego potwierdzenia, że jego wysiłek ma sens, a wręcz znosząc szyderstwa ówczesnych ludzi.
I właśnie o tym przypominam sobie, kiedy zaczynam się niecierpliwić.
Nie wszystko, co ma wartość, przynosi natychmiastowy efekt. Nie każda modlitwa daje odpowiedź od razu. Nie każda dobra decyzja przynosi szybki rezultat. Nie każda rzecz, którą Bóg rozpoczyna w naszym życiu, od razu jest widoczna dla nas i dla innych.
Czasami po prostu trzeba dalej budować. Nawet jeśli jeszcze "nie pada"...
Bo może przyjdzie taki dzień, w którym spojrzę wstecz i zrozumiem, dlaczego Bóg prosił mnie o tę wierność właśnie wtedy, kiedy nie widziałam jeszcze żadnego powodu, żeby się jej trzymać.
A może wtedy okaże się, że to, co przez długi czas wydawało mi się tylko czekaniem, wcale czekaniem nie było - było budowaniem!
I właśnie dlatego nie warto rezygnować!
Bo przecież... jeszcze nie wszystko się wydarzyło.
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej