A co, jeśli Bóg mówi o Tobie coś zupełnie innego?
SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!
Część II: Może uwierzyłem w coś, co nie jest prawdą?
Artykuł 8/27: A co, jeśli Bóg mówi o Tobie coś zupełnie innego?
Po napisaniu poprzedniego artykułu zostało mi w głowie jedno pytanie: jeśli nie każda myśl, którą noszę w sobie od lat, mówi prawdę, to jak właściwie rozpoznać prawdę? Skoro nie każdy głos w Twojej głowie mówi prawdę, to skąd właściwie wiedzieć, jak brzmi głos Boga? Skąd mam wiedzieć, które głosy warto słuchać, a które lepiej puścić mimo uszu?
Jeśli mam być szczera, przez wiele lat wydawało mi się, że głos Boga będzie przede wszystkim głosem wymagań. Takim wewnętrznym głosem, który nieustannie pokazuje człowiekowi jego błędy, wylicza potknięcia i przypomina, jak wiele jeszcze mu brakuje.
Być może dlatego tak długo trudno było mi uwierzyć, że Bóg naprawdę jest dobry i kocha mnie pomimo tego, jaka bywam!
Bo jeśli słyszysz wokół siebie głównie krytykę, bardzo łatwo zaczyna zakładać, że Bóg mówi podobnie. Że jest przede wszystkim rozczarowany... Że patrzy na człowieka przez pryzmat jego porażek i ciągle oczekuje więcej.
Problem polega na tym, że kiedy otwieram Ewangelię, widzę coś zupełnie innego.
Im dłużej czytam o Jezusie, tym częściej mam wrażenie, że dostrzega ludzi i zaskakuje dokładnie tam, gdzie spodziewali się potępienia.
Tak było z kobietą przyłapaną na cudzołóstwie. Wszyscy wokół wiedzieli już, kim jest. Mieli dla niej etykietę, osąd i gotowy wyrok. W ich oczach była przede wszystkim swoim grzechem.
A Jezus? Jezus jako jedyny człowiek w tym tłumie miał prawo ją potępić. I jako jedyny tego nie zrobił.
To nie znaczy, że zignorował prawdę – On nie nazwał zła dobrem, nie udawał, że nic się nie wydarzyło. A jednak zanim powiedział jej prawdę o życiu, najpierw przywrócił jej godność.
To niezwykle poruszająca kolejność. Głos potępienia mówi człowiekowi: „Jesteś swoim błędem”, tymczasem głos Boga mówi: „Jesteś kimś znacznie większym niż Twój błąd”.
To mnie naprawdę porusza w Ewangeliach - za każdym razem odkrywam ten sam wzór:
Zacheusz siedzi na drzewie, schowany przed ludźmi i ich opiniami. Jezus nie woła do niego: „oszuście”, choć przecież mógłby, znał go jak nikt inny i wiedział o nim wszystko. Jezus woła go po imieniu.
Piotr zapiera się Jezusa wtedy, gdy najbardziej chciał być odważny. A jednak po Zmartwychwstaniu nie słyszy: „tchórzu!”, nie słyszy też wykładu o własnej porażce. Słyszy pytanie o miłość.
Tomasz nie potrafi uwierzyć tak szybko jak inni. Ma pytania, wątpliwości i opory. Jezus nie mówi do niego: „sceptyku”, nie odrzuca go za jego wątpliwości – a przecież jak on mógł zwątpić w samego Boga?! Jezus zaprasza go bliżej.
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że wielu z nas nosi w sobie obraz Boga, który bardziej przypomina naszych dawnych krytyków, niż... Jezusa.
A przecież naprawdę wystarczy spojrzeć na to, jak Jezus traktował ludzi.
Dostrzegał grzech, ale nie definiował przez niego człowieka. Widział słabość, ale dostrzegał również potencjał. Zauważał porażkę, ale nie uważał jej za ostatnie słowo.
To dotyka mnie bardzo mocno.
Bo być może jednym z najprostszych sposobów rozpoznawania Bożego głosu jest zadanie sobie pytania: czy ten głos przypomina Jezusa – takiego, jakiego znasz z Ewangelii?
Nie zawsze będzie mówił to, co chcę usłyszeć. Czasami pokaże prawdę, która zaboli. Czasami wezwie do zmiany. Czasami zatrzyma mnie na drodze, którą sama wybrałam.
Ale nigdy nie będzie mówił językiem pogardy. Nigdy nie będzie odbierał mi wartości. I nigdy nie będzie prowadził mnie do rozpaczy - bo głos Boga prowadzi do prawdy, ale zawsze prowadzi przez miłość.
I właśnie dlatego, gdy następnym razem usłyszysz w swojej głowie kolejny oskarżający komunikat, warto zatrzymać się na chwilę i zapytać: Czy ten głos naprawdę przypomina Jezusa?
Być może przez wiele lat próbowałeś zobaczyć siebie oczami ludzi, podczas On od początku patrzył na Ciebie zupełnie inaczej...
Może to jeszcze nie jest koniec tej historii.
Może nie wszystko się jeszcze wydarzyło...
Następny artykuł w serii:
Artykuł 9/27Dlaczego łatwiej pamiętamy porażki niż zwycięstwa?
Dlaczego jeden błąd potrafi przyćmić dziesiątki rzeczy, które zrobiliśmy dobrze?
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej