A jeśli to, co najważniejsze, dzieje się w ukryciu?
SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!
Część II: Może uwierzyłem w coś, co nie jest prawdą?
Artykuł 13/27: A jeśli to, co najważniejsze, dzieje się w ukryciu?
Wraz z upływem lat z coraz większą cierpliwością przyglądam się temu, co dzieje się w ogrodzie. Jeszcze kilka lat temu najbardziej cieszył mnie moment, w którym na roślinach pojawiały się pierwsze owoce. Dzisiaj chyba bardziej zachwyca mnie to, co dzieje się znacznie wcześniej, kiedy patrzę na doniczki albo grządki i wiem, że choć na ich powierzchni nie zmieniło się jeszcze właściwie nic, pod ziemią rozpoczęło się już nowe życie.
To zadziwiające, że cały ten proces odbywa się poza naszym wzrokiem. Wkładamy do ziemi maleńkie nasiono, podlewamy je i... pozostaje nam czekać. Następnego dnia ziemia wygląda dokładnie tak samo. Kolejnego również. Gdyby ktoś nie wiedział, co dzieje się pod jej powierzchnią, mógłby dojść do wniosku, że nic z tego nie będzie. Że zmarnowaliśmy czas, nasiona i nadzieję. A przecież właśnie wtedy dzieje się coś, czego nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Twarda łupina zaczyna pękać, pojawia się pierwszy korzeń, który z ogromnym wysiłkiem szuka drogi w głąb ziemi, a z maleńkiego ziarna powoli rodzi się życie.
Im dłużej o tym myślę, tym częściej dochodzę do wniosku, że bardzo podobnie bywa z nami. Tak łatwo oceniamy swoje życie wyłącznie po tym, co widać. Kiedy modlimy się o rozwiązanie jakiejś trudnej sprawy, chcielibyśmy możliwie szybko zobaczyć odpowiedź. Kiedy prosimy Boga o zmianę naszego serca, chcielibyśmy obudzić się któregoś dnia i odkryć, że wszystko jest już inne. A kiedy przechodzimy przez trudniejszy czas, bardzo łatwo uwierzyć, że skoro wokół nas niewiele się zmienia, to być może Bóg również przestał działać.
Myślę, że właśnie dlatego Jezus tak często opowiadał o ziarnie. Nie dlatego, że wszyscy zajmowali się rolnictwem - chociaż to też bardzo ważna lekcja, ale dlatego, że trudno znaleźć lepszy obraz tego, w jaki sposób działa Boże Królestwo. Jest w Ewangelii Marka zdanie, do którego od jakiegoś czasu wracam wyjątkowo często. Jezus mówi:
Ziemia sama z siebie wydaje plon: najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie.
Mk 4,28Za każdym razem zatrzymuję się przy tym jednym słowie: najpierw.
Mam wrażenie, że żyjemy w świecie, który bardzo nie lubi tego słowa. Chcielibyśmy, żeby od razu było widać efekty. Chcielibyśmy mieć pewność, że idziemy we właściwym kierunku. Chcielibyśmy zobaczyć owoce, zanim jeszcze zdążą urosnąć korzenie. Tymczasem Jezus przypomina, że życie rozwija się etapami i że każdego z nich nie tylko nie da się pominąć, ale nie warto nawet próbować tego robić.
Kiedy patrzę na rośliny, coraz bardziej przekonuję się, że korzenie są dużo ważniejsze niż owoce. To one decydują o tym, czy roślina przetrwa letnią suszę, silny wiatr albo kilka dni bez deszczu. Tyle że korzeni prawie nigdy nie widać. Można przez długi czas patrzeć na ziemię i odnieść wrażenie, że nic się nie dzieje, choć pod jej powierzchnią trwa najintensywniejsza praca.
Zastanawiam się czasem, czy właśnie w taki sposób nie działa również Bóg. Być może wtedy, kiedy wydaje nam się, że stoimy w miejscu, On umacnia w nas zaufanie. Być może wtedy, kiedy nie widzimy odpowiedzi na nasze modlitwy, uczy nas cierpliwości. Być może leczy rany, o których istnieniu nawet nie mieliśmy pojęcia, albo przygotowuje nas do czegoś, czego dzisiaj jeszcze nie potrafimy zrozumieć.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że największym błędem jest ocenianie Bożego działania wyłącznie po tym, co widać na powierzchni. Przecież gdybym po kilku dniach rozgrzebała ziemię tylko po to, żeby sprawdzić, czy nasiono już kiełkuje, mogłabym zniszczyć proces, którego tak bardzo wyczekuję. A jednak dokładnie to próbujemy robić z własnym życiem. Niecierpliwie szukamy dowodów, że Bóg działa, jakby Jego obecność zależała od tego, czy potrafimy ją dostrzec.
Może właśnie dlatego natura uczy mnie ostatnio więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Przypomina mi, że to, czego jeszcze nie widzę, wcale nie musi być nieobecne. Wręcz przeciwnie. Być może właśnie teraz, głęboko pod powierzchnią mojego życia, dzieje się to, co za jakiś czas wyda owoc.
A jeśli tak jest, to chyba warto jeszcze trochę poczekać.
Bo przecież... jeszcze nie wszystko się wydarzyło.
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej