Dlaczego czasem przestajemy wierzyć, że coś może się zmienić?
SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!Część I — Przecież musi być coś więcej!Artykuł 1/5
Czy zdarzyło Ci się kiedyś przestać marzyć nie dlatego, że wszystko osiągnąłeś, ale dlatego, że... po prostu się zmęczyłeś?
Kiedy byliśmy dziećmi, marzenie przychodziło nam zupełnie naturalnie. Potrafiliśmy godzinami opowiadać o tym, kim zostaniemy, co zrobimy i czego się nauczymy. Chcieliśmy odkrywać, tworzyć i próbować nowych rzeczy. Nie zastanawialiśmy się, czy to będzie praktyczne, opłacalne albo rozsądne. Po prostu: coś w nas żyło!
Później przyszła dorosłość. Najpierw pojawiły się piękne i dobre marzenia – własny dom, rodzina, poczucie bezpieczeństwa, miejsce, do którego można wracać... To nie są małe rzeczy! To dobre pragnienia, bo przecież to sam Bóg stworzył człowieka do relacji, bliskości i budowania.
Tylko że gdzieś po drodze… coś zaczyna się zmieniać.
Nie chodzi o to, że przestajemy marzyć. Bardziej o to, że nasze marzenia zaczynają się kurczyć. Z czasem nie marzymy już o odkrywaniu nowych rzeczy, rozwijaniu pasji albo robieniu czegoś, co naprawdę porusza serce. Coraz częściej marzymy o tym, żeby dotrwać do piątku, znaleźć chwilę ciszy albo wreszcie porządnie odpocząć.
I nawet trudno wskazać moment, kiedy to się stało!
Nagle Twoim największym marzeniem staje się tydzień urlopu. Kilka spokojnych dni. Chwila, kiedy nikt niczego od Ciebie nie chce. Już nie pytasz siebie, czego pragniesz, co Cię zachwyca albo co chciałbyś jeszcze rozwinąć. Skupiasz się raczej na tym, żeby utrzymać wszystko w całości.
Życie zaczyna przypominać bardziej pilnowanie tego, żeby nic się nie rozsypało, niż odkrywanie tego, do czego zostałeś stworzony!
A przecież Bóg nie stworzył człowieka wyłącznie do... przetrwania!
Kiedy czytam Biblię, nie widzę Boga, który mówi: „Dostałeś swoje miejsce, teraz po prostu wytrzymaj do końca”. Widzę Boga, który ciągle zaprasza ludzi dalej. Widzę Boga, który przychodzi do zmęczonych, zniechęconych i takich, którzy sami uznali już pewne rozdziały za zamknięte.
Jest taki niezwykły fragment:
Poszerz przestrzeń twego namiotu, rozciągnij płótna twego mieszkania, nie krępuj się, wydłuż twe sznury...
Iz 54,2To bardzo ciekawe słowa - Bóg nie wypowiada ich do ludzi, którzy byli pełni entuzjazmu, siły i nadziei. I nie mówi im: „pogódźcie się z tym, co jest, bo to już wszystko”. Wręcz odwrotnie - mówi: „przygotuj miejsce, zrób przestrzeń na więcej. I choć może teraz tego nie widzisz - Ja jeszcze nie skończyłem działać”.
Jest też inny, mniej oczywisty fragment:
Dla głodnej duszy wszystko, co gorzkie, jest słodkie.
Prz 27,7I choć może na pierwszy rzut oka wydaje się dziwny, to mówi o czymś bardzo ważnym – człowiek może być tak przepełniony obowiązkami, zmęczeniem i codziennością, że przestaje odczuwać głód życia. Przestaje zauważać piękno, rozwój i nowe możliwości. Nie dlatego, że ich nie ma, ale dlatego, że coś w nim przygasło.
Może problem nie polega na tym, że przestałeś marzyć? Może po prostu bardzo długo byłeś zajęty utrzymywaniem wszystkiego w całości?
Być może nadal żyje w Tobie człowiek, który chce się uczyć, tworzyć, zachwycać i rozwijać? Bóg nadal widzi w Tobie przestrzeń, której Ty sam już nie zauważasz...
Przychodzę dziś do Ciebie, aby Ci powiedzieć:
Może to jeszcze nie jest koniec tej historii!Może nie wszystko się jeszcze wydarzyło...
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej