Kiedy troska zamienia się w wyręczanie...

Kiedy troska zamienia się w wyręczanie...

SERIA: Świadome rodzicielstwo

Część II — Dlaczego odbieramy dzieciom okazję do dojrzewania?

Artykuł 6: Kiedy troska zamienia się w wyręczanie...

Każdy rodzic chce pomóc swojemu dziecku. Kiedy widzimy, że coś sprawia mu trudność, naturalnym odruchem jest wkroczyć do działania. Podpowiedzieć rozwiązanie, wykonać zadanie za nie, oszczędzić mu wysiłku i frustracji. Przecież skoro potrafimy zrobić coś szybciej i lepiej, dlaczego mielibyśmy patrzeć, jak dziecko się męczy?

Problem zaczyna się wtedy, gdy przestajemy odróżniać sytuacje, w których dziecko rzeczywiście potrzebuje naszej pomocy, od tych, w których potrzebuje przede wszystkim okazji do samodzielnego działania, nauki i ćwiczenia swoich umiejętności. 

Przypomina mi się pewna sytuacja z moim Pierworodnym... Tego dnia czekaliśmy na jego gości urodzinowych. Jak zwykle do przygotowania domu na przyjęcie zaangażowałam całą rodzinę. Tym czasem najstarszy syn chciał pokazać mi, że absolutnie nie jest w stanie sam wycisnąć mopa. Skończyło się na tym, że całe wiadro wody wylądowało na podłodze w kuchni. Drewnianej podłodze. Możecie sobie wyobrazić moją reakcję! 

Oczywiście, nie każda trudność wynika z niechęci do wysiłku. Dziecko może nie wiedzieć, jak wykonać zadanie, może się bać porażki albo zwyczajnie nie mieć jeszcze potrzebnych umiejętności. Czasem potrzebuje innego narzędzia, prostszego sposobu albo kilku prób pod naszym okiem. Właśnie dlatego tak ważne jest, żebyśmy nie wyręczali go automatycznie, ale najpierw spróbowali zrozumieć, co naprawdę stanowi problem.

Kiedy dziecko mówi: „Nie umiem”, możemy odpowiedzieć: „Dobrze, pokażę ci, jak to zrobić”. Kiedy słyszymy: „Nie dam rady”, możemy zapytać: „Co jest najtrudniejsze? Spróbujmy razem”. To niewielka zmiana, ale prowadzi w zupełnie innym kierunku. Zamiast przejmować odpowiedzialność, pomagamy dziecku szukać rozwiązania.

Nie chodzi o to, żeby zostawiać dzieci same z każdą trudnością i oczekiwać, że poradzą sobie bez wsparcia. Mądre rodzicielstwo wymaga uważności. Są zadania, których dziecko nie powinno wykonywać ze względu na wiek, bezpieczeństwo albo swoje możliwości. Są też sytuacje, w których potrzebuje więcej czasu i pomocy, niż rówieśnicy. Naszym zadaniem jest to rozpoznać. Nie możemy jednak zakładać, że każda trudność oznacza, że dziecko nie jest w stanie czegoś zrobić.

Wyręczanie może przynieść natychmiastową ulgę. Zadanie zostaje wykonane, problem znika, a my możemy zająć się kolejnymi obowiązkami. Jednak jeśli za każdym razem reagujemy w ten sposób, dziecko nie ma okazji przekonać się, że potrafi samodzielnie pokonać trudność. Może też nauczyć się, że wystarczy powiedzieć „nie umiem”, żeby ktoś przejął zadanie. Wtedy nasza pomoc, choć miała je wspierać, zaczyna utrwalać zależność i odbierać dziecku poczucie sprawczości. 

Warto pamiętać, że dzieci nie uczą się samodzielności wyłącznie wtedy, gdy wszystko im wychodzi. Uczą się jej również wtedy, gdy popełniają błędy, poprawiają swoje działania i szukają innych sposobów. A jeśli błędy się powtarzają? Cóż, widocznie dzieci potrzebują utrwalenia umiejętności! Czasem oznacza to bałagan, wolniejsze tempo albo konieczność rozpoczęcia pracy od nowa. Nie zawsze będzie nam to na rękę. Ale przecież celem nie jest tylko wykonanie zadania. Chodzi również o to, czego dziecko nauczy się podczas jego wykonywania.

Oczywiście - Pismo Święte przypomina nam wielokornie, że mamy troszczyć się o siebie nawzajem i pomagać sobie w trudnościach. Nie oznacza to jednak, że mamy przejmować za drugiego człowieka każdą odpowiedzialność. Wychowanie wymaga mądrego wyważenia tych dwóch rzeczy: gotowości do pomocy i pozostawienia przestrzeni do wzrostu.

Dlatego następnym razem, gdy dziecko powie, że czegoś nie potrafi, spróbujmy nie spieszyć się z wyręczaniem. Zatrzymajmy się, zapytajmy, co sprawia mu trudność, pokażmy możliwe rozwiązanie i pozwólmy mu spróbować. A jeśli za pierwszym razem się nie uda, nie traktujmy tego jako dowodu, że nie da rady.

Nasza troska powinna dodawać dziecku odwagi, a nie przekonywać je, że bez nas sobie nie poradzi. Nie musimy usuwać każdej przeszkody z jego drogi. Powinniśmy raczej pomagać mu zdobywać umiejętności, dzięki którym z czasem będzie potrafiło pokonywać je samodzielnie.

Wychowujmy świadomie — nie tylko ze względu na dziś, ale na całe życie.

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej