Zrobię to szybciej sam!

Zrobię to szybciej sam!

SERIA: Świadome rodzicielstwo

Część II — Dlaczego odbieramy dzieciom okazję do dojrzewania?

Artykuł 5: Zrobię to szybciej sam!

Ile razy zdarzyło nam się powiedzieć: „Daj, ja to zrobię, będzie szybciej”? Dziecko chce pomóc w kuchni, ale rozsypuje mąkę. Jajko ląduje na podłodze. Próbuje posprzątać, ale rozmazuje je na pół kuchni. Albo: Ubiera się, a my już od kilku minut stoimy przy drzwiach i patrzymy, jak próbuje trafić stopą w skarpetkę. I cóż, kolejny raz zastanawiamy się, czy zdążymy. W końcu tracimy cierpliwość, przejmujemy zadanie i ruszamy dalej. Przecież tyle rzeczy trzeba jeszcze zrobić!

Zrobię to szybciej? Oczywiście! Ale... czy szybciej zawsze oznacza: lepiej?

Czasem naprawdę nie mamy wyboru. Są dni, kiedy jesteśmy zmęczeni, spóźnieni i zwyczajnie brakuje nam siły, żeby po raz kolejny pokazywać coś, co sami potrafimy wykonać w kilka sekund. Nie chodzi przecież o to, żeby każdą codzienną czynność zamieniać w lekcję cierpliwości. Warto jednak przyjrzeć się temu, co dzieje się wtedy, gdy wyręczanie staje się naszym zwyczajem.

Małe dzieci zazwyczaj chcą uczestniczyć w tym, co robią dorośli. Chcą mieszać ciasto, podawać narzędzia, podlewać rośliny, pomagać przy zakupach. Nie zawsze robią to dobrze. Często ich pomoc oznacza dla nas dodatkową pracę, a nie ułatwienie. Zdarza się, że po wspólnym sprzątaniu trzeba posprzątać jeszcze raz. Łatwo wtedy uznać, że szkoda czasu i że lepiej zrobić wszystko samodzielnie.

Tylko że dziecko, które dzisiaj nie potrafi czegoś zrobić, za kilka lat może być naprawdę ogromnym wsparciem. Potrzebuje tylko okazji, żeby próbować, obserwować, popełniać błędy i stopniowo nabierać wprawy. Samo patrzenie na to, jak pracuje dorosły nie wystarczy. Przychodzi moment, kiedy trzeba pozwolić mu wziąć narzędzie do ręki, wykonać zadanie po swojemu i przekonać się, co potrafi, a czego musi się jeszcze nauczyć.

Z resztą - czy i my nie doświadczamy tego samego? Kiedy obserwujemy pracę innych ludzi, tak często wydaje nam się banalnie prosta! Kiedy tylko dostajemy możliwość wykonania jej samodzielnie okazuje się, jak bardzo niewprawne mamy ręce - i ile potrzeba ćwiczenia, aby dobrze wykonać takie "banalne" prace! Pisząc o tym wspominam właśnie mojego teścia, któremu z tak ogromną łatwością szło równiutkie koszenie trawy ręczną kosą. Wyglądało tak lekko, nieskomplikowanie - po prostu bierzesz kosę w ręce i machasz! Ktokolwiek trzymał kosę w ręku wie, że.... to nie tak!

Wyręczanie często wynika z miłości i troski. Chcemy oszczędzić dziecku wysiłku, frustracji, a czasem również własnych nerwów. Zdarza się jednak, że nie zauważamy, jak stopniowo odbieramy mu możliwość zdobywania doświadczenia. Potem oczekujemy, że nagle dorośnie i będzie odpowiedzialne, zaradne i samodzielne, ale nie zawsze dajemy mu przestrzeń, w której mogłoby się tego nauczyć.

Nie oznacza to, że mamy zostawić dziecko samo z każdym problemem. Naszym zadaniem jest towarzyszyć mu w nauce. Pokazać, jak wykonać zadanie, pomóc, kiedy jest to potrzebne, i pozwolić spróbować ponownie. Owszem, trzeba zaakceptować wolniejsze tempo, niedoskonały rezultat albo bałagan, którego nie planowaliśmy. Z czasem jednak wysiłek zaczyna przynosić efekty, a dziecko zdobywa coś znacznie cenniejszego niż umiejętność wykonania jednej czynności. Uczy się, że potrafi się rozwijać, podejmować wyzwania i brać udział w codziennym życiu rodziny.

Dzieci różnią się możliwościami, temperamentem i tempem rozwoju. To, co jedno dziecko opanuje szybko, innemu może sprawiać trudność. Nie chodzi o porównywanie ich ani o wymaganie, żeby od najmłodszych lat radziły sobie ze wszystkim. Chodzi o dostrzeganie tego, czego mogą nauczyć się na danym etapie, i stopniowe powierzanie im odpowiedzialności. Jednym dzieciom nauka przychodzi łatwo, innym - wcale nie, ale... 

Za kilkanaście z nich każde będzie dorosłe. I każde będzie musiało sobie poradzić z "ogarnianiem" życia, pracą, własną przestrzenią. To, że jakieś dziecko ma większe trudności z nauką życiowych czynności nie zwalnia nas z obowiązku uczenia ich - wręcz przeciwnie, tym bardziej powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby nie wychować nieporadnych dorosłych, których przerasta obsługa pralki! 

Biblia przypomina nam, że każdy człowiek otrzymuje coś, za co może być odpowiedzialny. W przypowieści o talentach Jezus pokazuje, że powierzonych dóbr nie otrzymujemy po to, by je ukrywać i nic z nimi nie robić (Mt 25,14–30). Możemy spojrzeć na wychowanie również z tej perspektywy. Dziecko ma swoje możliwości, które potrzebują rozwoju. Naszą rolą nie jest wykonywanie wszystkiego za nie, lecz pomaganie mu wzrastać i uczyć się odpowiedzialnego korzystania z tego, co otrzymało. 

Co więcej - my sami powinniśmy patrzeć na nasze dzieci właśnie w ten sposób - nie dostaliśmy ich na przechowanie na czas dzieciństwa, ale do wychowania - po to, aby je rozwijać, poszerzać ich umiejętności.

Może więc następnym razem, gdy pomyślimy: „Zrobię to szybciej sam”, warto na chwilę się zatrzymać i zadać sobie pytanie: czy naprawdę muszę zrobić to za dziecko, czy po prostu trudno mi zaakceptować, że nauka wymaga czasu?

Nie zawsze będziemy mieli przestrzeń, żeby pozwolić dziecku działać samodzielnie. Nie musimy też być rodzicami, którzy wszystko robią idealnie. Ważne jednak, żeby w naszym codziennym pośpiechu nie zabrakło miejsca na uczenie się życia. Bo przecież nie wychowujemy dzieci po to, żeby zawsze potrzebowały kogoś, kto zrobi wszystko za nie.

Wychowujmy świadomie — nie tylko ze względu na dziś, ale na całe życie.

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej