A co, jeśli nadal nie będziesz wiedzieć, co dalej?

A co, jeśli nadal nie będziesz wiedzieć, co dalej?

SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!

Część III: Skoro już wiem, komu wierzę…

Artykuł 26/27: A co, jeśli nadal nie będziesz wiedzieć, co dalej?

Lubimy mieć plan. Co więcej: BARDZO DOBRZE jest mieć plan! Naprawdę dobrze jest wiedzieć, dokąd zmierzamy, co powinniśmy zrobić i jaki będzie kolejny krok. Nawet jeśli nie mamy pewności, że wszystko się uda, sama świadomość, w którym kierunku iść, daje nam poczucie bezpieczeństwa.

Ale co zrobić, kiedy tej pewności brakuje? Kiedy rozważasz kilka możliwości, każda ma swoje zalety i wady, a ty nadal nie wiesz, którą wybrać? Kiedy modlisz się o wskazówkę, analizujesz sytuację, rozmawiasz z innymi, a mimo to nie pojawia się żadna odpowiedź, która rozwiałaby wszystkie wątpliwości?

Nietrudno w takim momencie utknąć w miejscu! Czekać na znak, na idealny moment, na pewność, że podejmujemy właściwą decyzję. Wydaje nam się, że jeśli naprawdę zaufamy Bogu, powinien przecież pokazać nam, co robić. Najlepiej od razu, wyraźnie i bez możliwości pomyłki.

Tylko... czy właśnie tak wygląda zaufanie? W Psalmie 119 czytamy:

Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce

Ps 119,105

Głęboko porusza mnie ta metafora: lampa nie oświetla całej drogi aż po horyzont. Nie pokazuje każdego zakrętu, nie odsłania wszystkich przeszkód, które pojawią się za kilka kilometrów. Daje światło wystarczające, by zobaczyć, gdzie postawić następny krok.

A my tak często chcielibyśmy czegoś więcej! Chcielibyśmy znać całą trasę, przewidzieć wszystkie trudności i mieć pewność, że na końcu czeka nas dokładnie to, czego pragniemy.

Tymczasem Bóg nie zawsze daje nam taką wiedzę.

Abraham również nie znał całej drogi, kiedy został wezwany do opuszczenia swojej ziemi. Nie otrzymał szczegółowego planu z rozpisanymi kolejnymi etapami, datami i wyjaśnieniem wszystkiego, co miało się wydarzyć. Otrzymał obietnicę i wezwanie, by wyruszyć.

Musiał zrobić krok, zanim zobaczył, dokąd zaprowadzi go ta droga.

I to jest właśnie to, czego potrzebujemy się nauczyć: nie muszę znać wszystkich odpowiedzi, żeby zrobić kolejny właściwy krok.

Oczywiście, nie oznacza to, że powinniśmy działać pochopnie i nazywać każdą własną decyzję prowadzeniem Bożym. Mamy rozum, doświadczenie, Pismo Święte i ludzi, z którymi możemy się naradzić. Możemy analizować, sprawdzać, modlić się i uczyć na własnych błędach. A czasem możemy też uznać, że jeszcze nie mamy wystarczających informacji, by podjąć decyzję.

Ale przychodzi taki moment, kiedy dalsze rozważanie tych samych możliwości nie przynosi już niczego nowego. Wtedy trzeba zdecydować, czy robimy krok naprzód, czy świadomie czekamy na lepszy moment. I przyjąć, że żadna z tych decyzji nie daje nam pełnej gwarancji powodzenia.

Bo wiara nie polega na tym, że przestajemy mieć wątpliwości. Nie polega też na tym, że zawsze potrafimy rozpoznać, co wydarzy się dalej.

Polega na tym, że w swojej niepewności nie jesteśmy sami.

Możemy prosić Boga o mądrość, podejmować odpowiedzialne decyzje i iść naprzód, nawet jeśli widzimy tylko niewielki fragment drogi. A kiedy okaże się, że trzeba coś zmienić, możemy skorygować kierunek. Nie każda zmiana oznacza, że od początku wszystko robiliśmy źle. Czasem dopiero w drodze zdobywamy wiedzę, której wcześniej nie mogliśmy mieć.

W takich momentach zdarza się, że jedyne co możesz zrobić, to żyć zgodnie z zasadą "projekt: dzień" - tak, jak czytamy w Piśmie Świętym:

Nie martwicie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie martwić się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. 

Mt 6:34

Jutro będzie jutro, nie musisz dzisiaj rozwiązywać wszystkich problemów, które mogą się pojawić. Nie musisz znać odpowiedzi na każde pytanie ani wiedzieć, jak potoczy się cała twoja historia.

Zastanów się raczej: co już wiem? Co mogę zrobić dzisiaj? Jaki jest najbliższy krok, do którego jestem gotowy?

A potem zrób to, co możesz, i powierz Bogu to, czego jeszcze nie potrafisz zobaczyć.

Bo przecież... jeszcze nie wszystko się wydarzyło!

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej