A co, jeśli po drodze będzie trudniej, niż myślałeś?
SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!
Część III: Skoro już wiem, komu wierzę…
Artykuł 17/27: A co, jeśli po drodze będzie trudniej, niż myślałeś?
Kiedy już zdecydujemy się zrobić ten pierwszy krok, często zakładamy, że skoro właśnie zaufaliśmy Bogu, to teraz wszystko powinno zacząć układać się lepiej. W końcu skoro idę drogą, którą On mi pokazał, skoro zrobiłam to, o co mnie prosił, to chyba mogę oczekiwać, że kolejne kroki będą już spokojniejsze?
A co, jeśli wcale takie nie będą?
W Ewangelii Mateusza jest taka scena: uczniowie znajdują się na jeziorze, zaczyna się burza. Wiatr jest coraz silniejszy, fale uderzają w łódź, a oni zmagają się z żywiołem. I właśnie wtedy widzą Jezusa chodzącego po wodzie.
Piotr - jak to Piotr - nie potrafi po prostu siedzieć i patrzeć. Pyta Jezusa, czy może przyjść do Niego po wodzie. Jezus odpowiada jednym słowem: „Chodź!”
I Piotr wychodzi z łodzi.
Właśnie wtedy dzieje się coś niezwykłego: Piotr naprawdę idzie po wodzie! Robi dokładnie to, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się niemożliwe. Idzie w stronę Jezusa, patrząc na Niego i ufając Jego słowu.
A przecież burza wokół niego wcale nie ustaje!
To chyba najbardziej mnie w tej historii przejmuje: Piotr jest dokładnie tam, gdzie Jezus kazał mu być, a mimo to wokół niego nadal szaleje wiatr! Fale nadal są wysokie! Niebo nadal jest ciemne... Okoliczności wcale nie stają się łatwiejsze tylko dlatego, że Piotr zrobił krok wiary.
Czy to nie jest dokładnie to, co spotyka nas w życiu... ciągle?
Czy nie właśnie tak czujemy się wtedy, kiedy w życiu pojawia się trud, znój, cierpienie, niemoc, kiedy bliscy nas zawodzą, samotność w drodze przytłacza, a problemy zdają się nie mieć końca?
Czy nie zaczynamy się wtedy zastanawiać, że może jednak pomyliliśmy drogę? Może źle usłyszeliśmy Boga? Może w zmaganiach z codziennością straciliśmy z oczu Jezusa?
A może... niepotrzebnie przykładamy aż tak wielką wagę do burz, które przetaczają się nad naszymi głowami,zamiast iść prosto przed siebie, nie tracąc z oczu Jezusa ani na chwilę?
Bo przecież Piotr zaczął tonąć nie wtedy, kiedy pojawiła się burza - burza była tam od początku. Zaczął tonąć wtedy, kiedy przestał patrzeć na Jezusa, a jego uwagę całkowicie pochłonął wiatr.
I chyba właśnie tutaj jest coś, czego sama bardzo mocno uczę się w ostatnim czasie. Nie mam wpływu na to, czy w moim życiu pojawi się burza. Nie zawsze mogę sprawić, żeby ludzie zachowali się wobec mnie dobrze, żeby problemy zniknęły, a trudne sytuacje rozwiązały się dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebuję. Mogę jednak zdecydować, na czym skupię wzrok.
Mogę patrzeć na wiatr.
Mogę też patrzeć na Jezusa.
I może właśnie to jest ta różnica - różnica pomiędzy człowiekiem, który w środku burzy traci nadzieję, a człowiekiem, który mimo wszystko idzie dalej. Nie chodzi o to, że jeden z nich nie doświadcza trudności. Chodzi o to, że jeden pozwala, aby trudność stała się najważniejszą rzeczą, którą widzi.
A przecież Jezus nadal jest dokładnie tam, gdzie był.
Piotr w pewnym momencie przestraszył się tak bardzo, że zaczął tonąć. Ale nawet wtedy Jezus nie odszedł - wyciągnął rękę i go uratował.
To też jest dla mnie niezwykle ważne.
Bo czasami myślimy, że jeśli zaczniemy się bać, zwątpimy albo stracimy na chwilę właściwy kierunek, to Bóg się od nas odsunie. Tymczasem historia Piotra pokazuje coś zupełnie innego! Jezus był blisko również wtedy, kiedy Piotr przestał patrzeć tam, gdzie powinien.
Dlatego dzisiaj coraz mniej interesuje mnie pytanie: „Dlaczego znowu jest pod górę?”. Znacznie częściej pytam siebie: „Na co teraz patrzę?”
Bo burza może być naprawdę ogromna. Może trwać długo i może być dużo silniejsza, niż się spodziewałam.
Ale jeśli Jezus jest przede mną, nie muszę zawracać.
Mogę iść dalej. Nawet, gdy jeszcze nie widzę spokojnej wody.
Bo przecież... jeszcze nie wszystko się wydarzyło.
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej