Nauczyciel ze związanymi rękami: o odpowiedzialności bez narzędzi.

Nauczyciel ze związanymi rękami: o odpowiedzialności bez narzędzi.

Ten artykuł jest dwudziesty szósty w serii: „Zrozumieć naprawdę”, serię rozpoczyna tekst: „Czy ktoś naprawdę mnie rozumie?

Współczesny nauczyciel funkcjonuje w przestrzeni pełnej sprzeczności. Oczekuje się od niego odpowiedzialności za wyniki nauczania, bezpieczeństwo dzieci, atmosferę w klasie, relacje i emocje uczniów oraz współpracę z rodzicami. Jednocześnie z roku na rok maleje zakres realnego wpływu, jaki może mieć na te obszary w codziennej pracy.

Formalny autorytet, na którym przez lata opierała się szkoła, przestał istnieć. Zastąpiły go procedury, zapisy i dokumenty oraz konieczność nieustannego zabezpieczania się „na wypadek”. Nauczyciel coraz rzadziej bywa osobą, która prowadzi i wychowuje, a coraz częściej kimś, kto ostrożnie porusza się w sieci zaleceń, ograniczeń i potencjalnych konsekwencji swoich decyzji.

Odpowiedzialność nie idzie dziś w parze z narzędziami. Nauczyciel odpowiada za klasę, ale nie dysponuje realnymi środkami reagowania na trudne zachowania. Odpowiada za proces edukacyjny, lecz musi realizować podstawę programową w tempie nieuwzględniającym faktycznych możliwości dzieci, ani realnych potrzeb edukacyjnych młodego pokolenia. Odpowiada za dobrostan uczniów, sam pozostając bez systemowego wsparcia.

Szkoła staje się miejscem stałego napięcia. Każda reakcja może zostać zakwestionowana, każda decyzja poddana pod wątpliwość. Skargi rodziców czy interwencje instytucji zewnętrznych przestają być wyjątkami i wpisują się w codzienność pracy. W takiej rzeczywistości nauczyciel uczy się przede wszystkim ostrożności, a nie sprawczego działania.

Dodatkowym wyzwaniem jest rosnące zróżnicowanie potrzeb uczniów. W wielu szkołach są dziś dziesiątki dzieci z orzeczeniami i opiniami, a w każdej klasie po kilka przypadków wymagających jeszcze bardziej indywidualnego podejścia, niż reszta dzieci. Idea wsparcia jest słuszna, jednak jej realizacja spada głównie na nauczyciela, który nie ma ani odpowiednich warunków organizacyjnych, ani czasu, ani zaplecza specjalistycznego.

Nauczyciel wie, że powinien indywidualizować pracę, ale w praktyce oznacza to nieustanne wybory. Skupienie się na jednym dziecku odbywa się kosztem innych. Utrzymanie tempa dla większości sprawia, że ktoś zostaje w tyle. Nie jest to kwestia braku zaangażowania, lecz ograniczeń czasu i możliwości.

Na to wszystko nakłada się rozbudowana dokumentacja. Plany, sprawozdania, dostosowania i protokoły sprawiają, że zapis bywa ważniejszy niż relacja, a dokument pełni funkcję zabezpieczenia, nie wsparcia.

W tej rzeczywistości łatwo zapomnieć, że nauczyciel również jest człowiekiem – z własnymi granicami, zmęczeniem i emocjami. System rzadko to uwzględnia, oczekując odporności, elastyczności i empatii. Bez pytania o koszt.

I nie chodzi o to, że nauczyciele zawiedli. To system oddzielił odpowiedzialność od realnej sprawczości, a jego ofiarami są zarówno dzieci, jak i nauczyciele.

Następny artykuł w tej serii znajdziesz tutaj: "Zmęczenie, które nie mija: dlaczego brakuje nauczycieli?"

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej