Zmęczenie, którego nie naprawi sen...

Zmęczenie, którego nie naprawi sen...

SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!

Część I — Przecież musi być coś więcej!

Artykuł 3/5: Zmęcznie, którego nie naprawi sen.

Dlaczego czasem odpoczywamy... i nadal jesteśmy zmęczeni? Znasz to uczucie?

Przychodzi weekend, na który czekałeś przez cały tydzień. Wreszcie możesz zwolnić. Nie musisz zrywać się rano, nigdzie się spieszyć ani odhaczać kolejnych punktów na liście. Może nawet udało Ci się wyjechać na kilka dni albo po prostu spędzić spokojny wieczór z książką, filmem czy bliskimi.

A jednak kiedy wszystko się kończy, wraca znajome uczucie: zmęczenie.

I wtedy zaczynasz się zastanawiać, skąd ono właściwie się bierze? Przecież odpoczywałeś. Przecież miałeś chwilę dla siebie. Przecież nie wydarzyło się nic szczególnie trudnego!

Może dlatego coraz więcej ludzi odkrywa, że nie każde zmęczenie bierze się z braku snu: czasami zmęczenie czujemy gdzieś w głębi serca...

Może od bardzo dawna próbujesz być silny. Dla dzieci. Dla rodziny. Dla współpracowników. Dla wszystkich wokół. Może przyzwyczaiłeś się do tego, że trzeba sobie radzić, nie narzekać i nie pokazywać słabości. A może od lat nosisz odpowiedzialność za rzeczy, na które... tak naprawdę nie masz wpływu.

Może martwisz się o przyszłość? Próbujesz przewidzieć każdy możliwy problem? Chcesz mieć wszystko pod kontrolą?

Każdego dnia dźwigasz ciężary, których nikt nawet nie widzi. Nic dziwnego, że po pewnym czasie serce zaczyna się męczyć. Problem polega na tym, że bardzo łatwo przyzwyczaić się do takiego życia. Człowiek zaczyna myśleć, że ciągłe napięcie jest czymś normalnym. Że tak po prostu wygląda dorosłość. Że każdy musi nieść wszystko sam.

Tylko czy na pewno?

Kiedy czytam Biblię, coraz częściej zauważam, że Bóg nieustannie zaprasza człowieka do czegoś, co jest zupełnie niepopularne w dzisiejszym świecie: do zaufania.

Jakiś czas temu usłyszałam gdzieś w sieci opowieść, która pięknie to obrazuje:

Pewien ubogi, stary rolnik miał syna. Razem w pocie czoła pracowali na niewielkim kawałku pola, aby się wyżywić. Pewnego dnia uciekł im osiołek, który pomagał im w pracy.

– To wielka tragedia – powiedzieli rolnikowi ludzie ze wsi.

– Kto wie, co jest dobre, a co złe? – odpowiedział.

Po kilku dniach osiołek wrócił i przyprowadził ze sobą pięknego, rasowego konia. Rolnik próbował się dowiedzieć w okolicy, czyje to zwierzę, ale nikt go wcześniej nie widział i nie miał pojęcia, komu je należy zwrócić.

– Musi zostać u ciebie, masz ogromne szczęście – powiedzieli ludzie ze wsi.

– Kto to wie, co jest dobre, a co złe? – odpowiedział.

Syn rolnika był zachwycony koniem. Próbował go okiełznać i ujeździć, ale zwierzę zrzuciło go i poważnie połamało mu nogę.

– To wielka tragedia – powiedzieli ludzie ze wsi.

– Kto to wie, co jest dobre, a co złe? – odpowiedział rolnik.

Wkrótce w kraju wybuchła wojna. Wszyscy młodzi mężczyźni z okolicy zostali wezwani do wojska, ale syn rolnika został w domu ze względu na stan zdrowia.

– Masz ogromne szczęście – usłyszał znów rolnik.

Wielu młodych chłopców nigdy nie wróciło z wojny. Wśród sąsiadów pojawiła się zazdrość i żal. Ktoś podpalił gospodarstwo rolnika i cały jego dom spłonął.

– To ogromna tragedia – powiedzieli ludzie ze wsi.

– Kto to wie, co jest dobre, a co złe? – odpowiedział.

Rolnik rozpoczął budowę nowego domu kilkanaście metrów dalej. Podczas kopania fundamentów znalazł gliniany dzban pełen rzadkich monet.

– Masz ogromne szczęście – powiedzieli sąsiedzi.

– Kto to wie, co jest dobre, a co złe? – odpowiedział rolnik.

Tak bardzo często patrząc wstecz widzę Boże prowadzenie w trudnych momentach życia. Widzę Jego ochronę tam, gdzie kiedyś widziałam przeszkody. Widzę zamknięte drzwi, za którymi kryła się łaska. Widzę sytuacje, których nie rozumiałam, a które dziś układają się w historię pełną Bożej troski.

To właśnie budzi moje zaufanie. Rolnik z tej opowieści ciągle powtarzał: „Kto to wie, co jest dobre, a co złe?” Ja nie muszę zadawać tego pytania. Bo ja doskonale wiem, kto wie.

Chrześcijańska nadzieja nie prowadzi do bierności ani nie zachęca do rezygnacji z działania. Ona zaprasza do zaufania. Przypomina, że istnieje ogromna różnica między odpowiedzialnością a próbą kontrolowania całego świata.

Odpowiedzialność to: „zrobię to, co do mnie należy”, natomiast kontrola to: "wszystko zależy ode mnie”.

I właśnie ta druga postawa potrafi odebrać człowiekowi siły. Dlatego tak bardzo poruszają mnie słowa zapisane przez proroka Izajasza:

Ich siła polegać będzie na spokoju i ufności.

Iz 30,15

Przez lata słyszymy coś zupełnie innego. Że trzeba walczyć bardziej, starać się bardziej i jeszcze mocniej zaciskać zęby. Tymczasem Bóg pokazuje inną drogę - drogę wewnętrznego spokoju, który rodzi się z zaufania.

Być może właśnie dlatego czasami wracamy zmęczeni nawet z urlopu. Możemy odpocząć fizycznie, a jednak nadal nosić w sercu ten sam lęk, tę samą presję i te same obawy - bo nie każde zmęczenie bierze się z braku odpoczynku dla ciała. Niektóre bierze się z braku odpoczynku dla serca.

Może więc nie potrzebujesz dziś bardziej się starać. Być może potrzebujesz zatrzymać się na chwilę i oddać Bogu coś, co od bardzo dawna próbujesz nieść sam?

Może to jeszcze nie jest koniec tej historii! Może nie wszystko się jeszcze wydarzyło...

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej