A co, jeśli będziesz musiał poczekać na właściwy moment?

A co, jeśli będziesz musiał poczekać na właściwy moment?

SERIA: Jeszcze nie wszystko się wydarzyło!

Część III: Skoro już wiem, komu wierzę…

Artykuł 21/27:

Chyba każdy z nas zna ten moment, kiedy czekanie zaczyna być naprawdę trudne. Najpierw spokojnie czekamy, potem zaczynamy się zastanawiać, dlaczego to wszystko tak długo trwa, aż w końcu pojawia się myśl: „No dobrze... skoro nic się nie dzieje, to może ja coś z tym zrobię?” 😅

I właśnie wtedy bardzo łatwo pomylić wiarę z potrzebą przyspieszenia wydarzeń.

Przypomina mi się historia Abrahama i Sary - Bóg obiecał im potomka, ale lata mijały, a obietnica wciąż wydawała się coraz mniej możliwa do spełnienia. Sarah była już stara i po ludzku trudno było uwierzyć, że jeszcze może urodzić dziecko.

I wtedy pojawił się pomysł z Hagar.

Można powiedzieć, że Sarah próbowała pomóc Bogu. Przecież obietnica była prawdziwa. Przecież Bóg naprawdę powiedział, że Abraham będzie miał potomka. Tylko że... może trzeba było trochę inaczej rozwiązać ten problem?

I urodził się Ismael.

Tyle że kilka lat później okazało się, że Bóg wcale nie potrzebował tego rozwiązania. Miał swój plan i miał dla niego swój czas. I choć historia Ismaela również miała swoje dalsze konsekwencje i miejsce w Bożym planie, to jednak nie on był tym dzieckiem obietnicy, którego Bóg zapowiedział Abrahamowi.

Myślę, że to jest niezwykle... ludzkie! I bardzo bliskie mojemu charakterowi - jest problem, to znajdźmy rozwiąznie. Nie takie? Proszę bardzo - mam w zanadrzu kilka innych...

Możemy naprawdę wierzyć Bogu, a jednocześnie próbować Mu trochę pomóc. Możemy znać Jego obietnicę, wiedzieć, dokąd chcemy dojść, a kiedy czekanie zaczyna nas męczyć, sami próbujemy przyspieszyć to, co jeszcze nie jest gotowe.

Bo przecież wiem, czego chcę! Wiem, że to ma sens! Wiem, że powinnam tam dojść!

Tylko czy wiem również, kiedy?

Tutaj pojawia się najtrudniejsza część zaufania: nie tylko zgodzić się na Bożą drogę, ale także zgodzić się na Boży czas.

Nie każda możliwość rozwiązania problemu jest Bożym rozwiązaniem.

Czasami widzę przed sobą coś, co wygląda jak świetna okazja, więc natychmiast chcę działać. Czasami sama otwieram drzwi, które wydają mi się zamknięte tylko dlatego, że nie mam już cierpliwości czekać. A przecież zamknięte drzwi nie zawsze oznaczają, że mam je wyważyć!

Może czasami Bóg nie potrzebuje mojej pomocy... Potrzebuje mojego zaufania!

To wcale nie oznacza, że mam siedzieć bezczynnie i czekać, aż wszystko zrobi się samo. Przecież w poprzednich artykułach pisałam o budowaniu, działaniu i robieniu tego, do czego zostaliśmy powołani. Chodzi raczej o coś innego: żeby umieć rozpoznać różnicę pomiędzy działaniem z wiary a działaniem zniecierpliwionym oczekiwaniem na rezultat.

Może więc nie zawsze powinnam skupiać się na tym: „Co mogę zrobić, żeby to wreszcie się wydarzyło?, lecz pytać: „Czy to jest moment, w którym mam działać, czy moment, w którym mam czekać, pełna ufności na Boże prowadzenie?”

Bo przecież... jeszcze nie wszystko się wydarzyło!

O autorze

Miłośniczka słowa pisanego, z wykształcenia teolog.
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa. 
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć. 
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania. 
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej