Szczęśliwe dzieciństwo to nie wszystko. Jakiego człowieka chcemy wychować?
SERIA: Świadome rodzicielstwo
Część I — Wychowanie dzieci: dokąd zmierzamy?
Artykuł 3: Szczęśliwe dzieciństwo to nie wszystko. Jakiego człowieka chcemy wychować?
Kiedy myślimy o naszych dzieciach, zwykle chcemy dla nich jak najlepiej. Pragniemy, żeby były szczęśliwe, zdrowe, kochane, żeby niczego im nie brakowało i żeby miały dobre życie. To naturalne pragnienia rodziców. Ja sama też tego chcę dla swoich dzieci.
Ale... czy zdarzyło nam się zatrzymać, żeby odpowiedzieć sobie na jedno, kluczowe pytanie: jakiego właściwie człowieka chcę wychować? Jakimi wartościami ma kierować się moje dziecko, kiedy dorośnie? Co powinno umieć, żeby radzić sobie z codziennością, podejmować decyzje, budować relacje i brać odpowiedzialność za własne życie?
Możemy bardzo kochać dzieci i z całego serca pragnąć ich szczęścia, a jednocześnie nigdy nie zastanowić się nad tym, do czego je przygotowujemy. Łatwo wtedy skupić się na tym, co jest tu i teraz: żeby dziecko było zadowolone, nie musiało się martwić, nie przeżywało rozczarowań i miało wszystko, czego potrzebuje. Tylko czy to wystarczy?
Szczęśliwe dzieciństwo jest bardzo ważne. Bardzo ważne. Dzieci potrzebują miłości, bliskości, poczucia bezpieczeństwa, zabawy i dobrych wspomnień. Nie chodzi o to, żeby odbierać im radość ani zamieniać dzieciństwo w nieustanną naukę odpowiedzialności. Chodzi jednak o to, żebyśmy, troszcząc się o ich dzisiejsze szczęście, nie zapomnieli o tym, że kiedyś będą dorosłe. Patrząc na moje dorosłe (i za chwilę dorosłe) dzieci mogę dodać tylko jedno: to kiedyś przychodzi szybko. Bardzo szybko. A wtedy nie zawsze ktoś będzie obok, żeby rozwiązać za nie problem, podjąć decyzję czy wykonać coś, z czym sobie nie radzą.
Dlatego tak ważne jest, żebyśmy dokładnie wiedzieli, w jakie wartości i umiejętności chcemy wyposażyć nasze dzieci. Czy zależy nam na tym, żeby były uczciwe, odpowiedzialne, samodzielne, wrażliwe na potrzeby innych? Czy chcemy, żeby potrafiły przyznać się do błędu, przyjąć konsekwencje swoich decyzji, współpracować z innymi i nie poddawać się przy pierwszej trudności? A przede wszystkim — czy świadomie prowadzimy je w tym kierunku, czy liczymy na to, że jakoś same tego wszystkiego się nauczą?
Pozwól, że opowiem Ci krótką historię...
Kilka dni temu urwała mi się sznurówka. Kupiłam nowe sznurówki dla siebie i dla mojego najstarszego syna, który już od kilku miesięcy miał wymienić sznurówki w swoich butach. Pomyślałam, że skoro wymieniam swoje, równie dobrze mogę wymienić też jego. To, co powiedział, zapaliło mi w głowie wielką, czerwoną lampkę.
Z wielką radością i ulgą w głosie powiedział: dziękuję Ci Mamo! Nie umiałem się za to zabrać od miesięcy, bo nie pamiętam, jak się to robi!
I właśnie wtedy zrozumiałam, że wyręczając go... Robię mu krzywdę! Moją miłością i wyręczaniem w tak prozaicznych czynnościach sprawiam, że są dla nie go tak trudne, że zatrzymują go na długie miesiące. Tak, dobrze czytasz. "Głupie" sznurówki potrafią zatrzymać dorosłego chłopaka. Myślę, że to obraz, który zostanie w mojej głowie na długo!
W każdym razie - bardzo szybko mnie otrzeźwiło. Usiedliśmy razem, ja wymieniałam swoje sznurówki, a On patrząc na moją pracę, wymieniał swoje.
Ta zwyczajna sytuacja uświadomiła mi, jak łatwo można pomylić pomaganie i okazywanie miłości z wyręczaniem. Czasem robimy coś za dzieci, bo tak jest szybciej, wygodniej albo po prostu chcemy im oszczędzić wysiłku. Nie zawsze zauważamy, że przy okazji odbieramy im możliwość nauczenia się czegoś, nabrania wprawy i przekonania się, że potrafią sobie poradzić.
Oczywiście nie chodzi o to, żeby od dziś zostawiać dzieci samym sobie i oczekiwać, że ze wszystkim poradzą sobie bez naszej pomocy. Potrzebują naszego wsparcia, cierpliwości i obecności. Czasem trzeba coś pokazać, zrobić razem, a potem pozwolić dziecku spróbować samodzielnie. Potrzebujemy jednak pamiętać, że naszym zadaniem nie jest wykonywanie za nie wszystkiego, ale stopniowe przygotowywanie ich do tego, by w przyszłości potrafiły robić coraz więcej same.
I nie dotyczy to wyłącznie praktycznych umiejętności. W ten sam sposób kształtujemy charakter, odpowiedzialność i podejście do życia. Dziecko uczy się nie tylko z tego, co mu mówimy, ale również z tego, co robimy, na co się zgadzamy, czego od niego wymagamy i jakie wartości rzeczywiście kierują naszymi wyborami.
Jako chrześcijanie mamy szczególny powód, by zastanowić się nad tym, do czego prowadzimy nasze dzieci. Nie chcemy przecież wychować wyłącznie człowieka zaradnego, który potrafi zadbać o siebie i osiągnąć sukces. Chcemy pomóc mu wzrastać w wierze, uczyć się miłości do Boga i bliźniego, odpowiedzialnie korzystać ze swoich darów i podejmować decyzje zgodne z Bożymi wartościami.
Jezus powiedział:
Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane
Ewangelia Mateusza 6,33Czy pokazujemy dzieciom, że te słowa naprawdę mają wpływ na nasze życie? Czy wybieramy najpierw Królestwo Boże? Czy nasze dzieci widzą, że wiara nie ogranicza się do słów, ale rzeczywiście przekłada się na nasze codzienne wybory, relacje z ludźmi, sposób traktowania innych i podejście do obowiązków?
Nie nauczymy dzieci tych wartości samym opowiadaniem o nich. Muszą zobaczyć, jak nimi żyjemy. Jeśli chcemy, żeby były uczciwe, same musimy starać się postępować uczciwie. Jeśli chcemy, żeby troszczyły się o innych, powinny widzieć naszą troskę. Jeśli chcemy, żeby stawiały Boga na pierwszym miejscu, muszą dostrzegać, że również dla nas jest On najważniejszy.
Nie mamy pełnej kontroli nad tym, jakimi ludźmi staną się nasze dzieci. Nie możemy podjąć za nie wszystkich decyzji ani zagwarantować, że zawsze wybiorą właściwą drogę. Możemy jednak świadomie je prowadzić, kształtować w nich wartości, uczyć potrzebnych umiejętności i dawać im przykład, do którego będą mogły wracać również wtedy, gdy dorosną.
Dlatego warto zacząć od prostego pytania: czy wiem, jakiego człowieka chcę pomóc wychować? I czy moje codzienne decyzje rzeczywiście prowadzą mnie w tym kierunku?
Bo świadome rodzicielstwo zaczyna się nie od metod wychowawczych, ale od celu, który sobie wyznaczamy. Dopiero kiedy wiemy, do czego chcemy prowadzić nasze dzieci, możemy świadomie wybierać sposób, w jaki będziemy im w tym towarzyszyć.
Wychowujmy świadomie — nie tylko ze względu na dziś, ale na całe życie.
O autorze
O sobie mówi: „Matka Polka” – żona, matka trzech dorastających synów – wielka zwolenniczka świadomego rodzicielstwa.
Kobieta wielu pasji, zafascynowana naturą, oraz pięknem i mądrością Bożego Stworzenia, odkrywanymi podczas codziennych zajęć.
Mistrzyni „międzyczasu” – hoduje zwierzęta, prowadzi uprawy permakulturowe, piecze chleby na zakwasie, tworzy mydła naturalne, oraz dziesiątki różnych przetworów, zaangażowana w służbę w lokalnej Społeczności Chrześcijańskiej, społecznik z głębokiego przekonania.
Swoje życie i wszystko, w co się angażuje, opiera o Słowo Boże, z każdym rokiem bardziej świadoma tego, że bez Boga nic nie może uczynić (J. 15:5)Pokaż mniej